Zaklinanie kryzysu

Jarosław Gugała
Jarosław Gugała

Jeżeli przejemy wszystko, co teraz zarabiamy, i nie zainwestujemy, ani niczego nie odłożymy w formie kapitału i majątku – to nasz los będzie przesądzony na kilka następnych pokoleń. Zaklinanie kryzysu niewiele pomaga.

Premier ogłosił koniec kryzysu, który – jak się wyraził – kołatał do polskich drzwi, lecz został przez polską gospodarkę odparty. Rzeczywiście jesteśmy jednym z niewielu, jeśli nie jedynym krajem w Europie, którego produkt krajowy brutto (PKB) nie spadł poniżej zera, czyli się nie zmniejszył. Jednak mimo iż cieszą jaskółki ożywienia gospodarczego, takie jak wzrost zamówień w przedsiębiorstwach i lekki spadek bezrobocia, to do wyjścia z marazmu jeszcze daleko.

A nas nie interesuje ślimaczący się wzrost na poziomie 2-3 proc. PKB. My musimy mieć PKB wyraźnie powyżej 3 proc., żeby odczuć wzrost zatrudnienia i dobrobytu. Jeśli mamy gonić starą, bogatą Europę, to PKB nie może spadać poniżej 5 proc. Jeżeli mamy szybko i trwale budować dobrą pozycję w globalnej gospodarce, to nie stać nas na wzrost mniejszy niż 7 proc. Jeśli chcemy, żeby pokolenie obecnych dwudziestolatków przeżyło wzrost podobny do tego, który przeżyli ich rodzice, to PKB nie powinno spadać poniżej 7 proc. co najmniej przez dekadę.

Tak szybki rozwój nie jest jednak możliwy bez pozbycia się ciężarów, które obecnie przyginają do ziemi wciąż wątłą roślinę polskiej gospodarki. Nie można tolerować tak wysokiego deficytu budżetowego i długu publicznego. Jeżeli większość stałych wydatków z kasy państwa idzie na utrzymanie rosnącej liczby emerytów, wora bez dna, jaką jest publiczna służba zdrowia i na dofinansowywanie nierentownych sektorów gospodarczych, to nie ma pieniędzy na rozwój, na inwestycje, na postęp techniczny, na promocję polskich towarów na świecie. A bez tego wszystkiego nie będzie rozwoju i nie będzie pieniędzy. Przy starzejącej się i malejącej populacji Polaków każdy pracujący będzie miał z czasem na plecach coraz większy ciężar. Teraz właśnie trzeba zdecydować o naszej przyszłości. Czy będziemy biednym krajem starzejących się ludzi, czy dynamiczną demokracją opartą na nowoczesnej innowacyjnej gospodarce? To, jak się potoczy nasz los, zależy nie tylko od nas. Ale od nas tylko zależy, czy będziemy potrafili wykorzystać swoją szansę. Jeżeli przejemy wszystko, co teraz zarabiamy, i nie zainwestujemy, ani niczego nie odłożymy w formie kapitału i majątku – to nasz los będzie przesądzony na kilka następnych pokoleń.

Dwadzieścia kilka lat temu odzyskaliśmy wolność i możliwość skutecznego budowania dobrobytu i pozycji. Ta wolność jest jednak również wolnością wyboru postawy biernej i roszczeniowej albo aktywnej i produktywnej. Teraz chodzi o to, żeby konsekwentnie pracować, dorabiać się, oszczędzać oraz inwestować w przyszłość. I nie wybierać obietnic bez pokrycia politycznych demagogów, ale wymagać od własnych rządów poważnego traktowania wspólnej przyszłości. Życzmy sobie, aby słowa premiera o końcu kryzysu okazały się prawdą, ale zróbmy wszystko, żeby nie wpaść z kryzysu w stagnację. Tak się ułożyła historia naszego kraju i narodu, że mamy mniej niż inni czasu na zmarnowanie.