prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska
fot. KAMIL PIKLIKIEWICZ/DDTVN/EAST NEWS

Szansa dla palaczy, ale potrzeba więcej czasu i badań

ROZMOWA Z PROF. DR HAB. N. MED. MAŁGORZATĄ KOZŁOWSKĄ-WOJCIECHOWSKĄ, SPECJALISTĄ CHORÓB WEWNĘTRZNYCH I GASTROENTEROLOGII, KIEROWNIKIEM ZAKŁADU FARMACJI KLINICZNEJ I OPIEKI FARMACEUTYCZNEJ NA WYDZIALE FARMACJI WARSZAWSKIEGO UNIWERSYTETU MEDYCZNEGO.

O szkodliwości palenia tytoniu chyba już…

… nie trzeba nikogo przekonywać.

Jak więc przekonać do pozbycia się tego nałogu i jak w tym pomóc palaczom?

Nie ma prostej recepty, dlatego że palenie to indywidualna sprawa każdego człowieka. Każdy ma swoje motywacje, dlaczego pali lub dlaczego nie rzuca palenia. Potrzebne jest więc podejście indywidualne. Uważam, że wszelkie akcje typu „rzuć palenie, żeby poprawić swoje zdrowie” nie trafiają do ludzi. Palenie jest uzależnieniem, więc trzeba rozpocząć pracę od podstaw. Są tacy, którzy rzucają palenie z dnia na dzień – i wcale nie jest to mała grupa. Oni mają zawsze jakąś motywację, ale dla każdego jest ona inna. Dla jednych może to być stan zdrowia, inni np. obiecali to sobie i potrafią wytrwać. Każdemu człowiekowi do podjęcia takiej decyzji potrzebna jest silna motywacja.

Załóżmy, że osoba uzależniona od tytoniu już ma motywację. Jak można ją wspomagać w realizacji decyzji o rzuceniu palenia?

Możemy to robić różnymi sposobami. Przede wszystkim od strony psychologicznej. Skoro człowiek się uzależnił, to jest też szansa na pozbycie się tego uzależnienia. Budowanie takiej świadomości to zadanie dla psychologów, którzy pracują z tymi ludźmi na różnych płaszczyznach. U wielu osób przynosi to dość dobre efekty, ale nie u wszystkich. Mamy też różne leki i preparaty, tabletki do ssania czy plastry, którymi można niejako zastępować palenie. Dostarczają one pacjentowi nikotynę lub substancje o podobnym działaniu w kontrolowanych dawkach. Warto z tego korzystać, ale to również nie jest rozwiązanie dla wszystkich.

Mamy również tzw. substytuty palenia, czyli e-papierosy. Public Health England stwierdza, że e-papierosy są znacznie mniej szkodliwe niż palenie. nie mają dymu, smoły ani tlenku węgla. brytyjskie badania wykazały też, że są dwa razy bardziej skuteczne przy rzucaniu palenia niż tradycyjna terapia nikotynowa.

Źródłem nikotyny w papierosach elektronicznych są tzw. liquidy, czyli nie do końca poznane mieszanki różnych związków chemicznych. Pojawiają się badania, które świadczą, że niektóre mogą być również szkodliwe dla zdrowia. Zapewne nie wszystkie. Jeżeli więc już dokonujemy takiego wyboru, to warto korzystać z produktów takich firm, do których możemy mieć zaufanie, że stosują dozwolone składniki liquidów.

Mamy też urządzenia, które korzystają z prawdziwego tytoniu, lecz nie dochodzi w nich do procesu spalania, jak np. glo. Tytoń jest tylko podgrzewany do temperatury ok. 240ºC, w której wydziela się nikotyna. W tradycyjnym papierosie temperatura spalania osiąga ok. 900ºC.

Nie wydzielają się substancje smoliste, te najgorsze dla organizmu. Tu warto powiedzieć, że największym czynnikiem uzależniającym w przypadku palenia tytoniu jest nikotyna, która oddziałuje na centralny układ nerwowy, poprawia nastrój, relaksuje, daje poczucie lepszego egzystowania. Urządzenia podgrzewające tytoń dostarczają niemal czystej nikotyny. Jest już coraz więcej badań, które to potwierdzają. Można tu wymienić m.in. raport PHE, o którym pan wspomniał, czy niemieckiego Federalnego Instytutu Oceny Ryzyka, które wskazują, że wytwarza się znacznie mniej aldehydów (redukcja od 80 do 95%) i lotnych związków organicznych (redukcja od 97 do 99%). Nie wydychamy dymu i w związku z tym nie szkodzimy otoczeniu. Ale osoby, które z tych urządzeń korzystają, nie mają też ułatwienia w porzuceniu nałogu, chociaż niektóre zagraniczne organizacje medyczne zalecają je jako pomocne. Czerpią z tego przyjemność, ponieważ dostarczają sobie nikotynę, a jeśli mają jeszcze przeświadczenie, że nie wdychają szkodliwych substancji smolistych, uszkadzających komórki, powodujących nowotwory, to motywacja do zerwania z nałogiem staje się zdecydowanie mniejsza.

Prowadzi się badania dotyczące wpływu tej alternatywy dla palenia na organizmy ludzi?

Urządzenia podgrzewające tytoń istnieją dość krótko. To jeszcze za mało czasu, żeby wyciągnąć poważne wnioski. Pojawiają się jednak głosy, że mogą one również oddziaływać niekorzystnie na nasze zdrowie, choć inaczej niż tradycyjne papierosy. Uważa się też, że to nie jest droga do całkowitego rzucenia palenia. Urządzenia do podgrzewania tytoniu są więc dla palaczy bezpieczniejsze. Ale czy są w ogóle bezpieczne? Tego nie możemy jednoznacznie powiedzieć. Z tradycyjnymi papierosami mamy do czynienia od wielu lat, a w tym wypadku nie możemy mówić o odległych skutkach, jakie mogłyby powstać w wyniku ich używania. Potrzeba nam takich badań, ale dopiero po kilku, kilkunastu latach będziemy mogli odpowiedzialnie je ocenić.

Stowarzyszenia medyczne i organizacje zdrowia publicznego w wielu krajach, ostatnio w Wielkiej Brytanii, rekomendują lekarzom zalecanie pacjentom zmianę z palenia tradycyjnych papierosów na e-papierosy lub na urządzenia do podgrzewania tytoniu. Jak Pani Profesor by to skomentowała?

Sama widzę, że dla pacjentów z różnymi schorzeniami rzucenie palenia jest naprawdę bardzo trudne. Wiemy, że alkoholik jest alkoholikiem do końca życia. Może być niepijący, ale pozostaje nim do końca życia. Tak samo jest z nikotynistami. Znam ludzi, którzy rzucili palenie, ale lubią przebywać w towarzystwie palących. Osoby niepalące mówią czasem: „Co za problem? Po prostu rzuć palenie”. Ale to nie jest takie proste. Uzależnienie ma bowiem wiele aspektów. Można się uporać z nikotyną, ale wiele osób mówi na przykład, że muszą ciągle mieć coś w palcach.

Czy używanie tych urządzeń może być jakimś wyjściem dla osób, które powinny rzucić palenie ze względu np. na ciężką chorobę?

Dla palaczy ze schorzeniami, które wynikają z palenia, każde ograniczenie dowozu substancji smolistych jest zyskiem. I to traktowałabym jako lekarstwo. Ale jako substytut palenia – nie.

Kiedy będziemy wiedzieli więcej o wpływie korzystania z takich urządzeń na zdrowie?

Jak wspominałam, one zostały wprowadzone dwa czy trzy lata temu, nie znamy więc odległych skutków ich używania. Badania prowadzone w Polsce wykazały, że nie powodują takich uszkodzeń komórek, które zachodzą przy paleniu tradycyjnych papierosów. To bardzo ważne, bo chodzi o pewne zmiany w mitochondriach komórkowych. Pokazuje to, że jest szansa, jest nadzieja i dlatego uważa się, że urządzenia do podgrzewania są zdrowszą alternatywą dla osób uzależnionych. Natomiast jak to odbije się na zdrowiu ludzi, to po dwóch czy trzech latach nie możemy powiedzieć. Potrzebujemy co najmniej dziesięciu lat, żeby móc stwierdzić, jak to faktycznie oddziałuje na organizm człowieka. Trzeba jednak pamiętać, że rzucanie palenia jest dla wielu osób bardzo stresogenne, a stres jest czynnikiem chorobowym. Znam przypadki, że u osób chorych rzucanie palenia wyzwalało inne dolegliwości i trzeba było się zastanowić, co jest lepsze.

Nie ma więc uniwersalnej metody zerwania z nikotynowym nałogiem…

Najlepszy sposób to nie zaczynać palić. Powtarzam to wszystkim, także moim studentom. A optymistyczne jest to, że obserwuję w kręgach młodych ludzi swoistą modę na niepalenie.

Rozmawiał Andrzej Dziurdzikowski
Oceń ten artykuł

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza