Rak szyjki macicy jest jednym z nowotworów, którym można zapobiegać dzięki szczepieniom. Jak skuteczniej przekonywać rodziców i młodzież do szczepień przeciw HPV w czasach narastającej dezinformacji zdrowotnej?
Alicja Łepkowska-Gołaś
Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Wirusowi HPV i Chorobom z nim Powiązanym
Zakażenia HPV dotyczą zarówno kobiet, jak i mężczyzn, a ich konsekwencje mogą prowadzić do poważnych chorób nowotworowych. Jednym z najczęściej przywoływanych przykładów chorób związanych z HPV jest rak szyjki macicy, choroba, której w dużej mierze można zapobiegać. Za każdą diagnozą i każdą śmiercią stoi konkretna osoba: córka, matka, partnerka, przyjaciółka. Dlatego rozmowa o szczepieniach przeciw HPV nie jest abstrakcyjną debatą o statystykach, lecz pytaniem o odpowiedzialność za zdrowie kobiet i mężczyzn oraz o to, czy potrafimy skutecznie zapobiegać tragediom, którym współczesna medycyna umie przeciwdziałać.
Trzy lata temu Polska uruchomiła powszechny, bezpłatny program szczepień przeciw HPV – dla dziewcząt i chłopców, w przychodniach i szkołach. Był to ważny krok, ale dziś widać wyraźnie, że sam program nie wystarczy. Przy obecnym modelu możemy osiągnąć wyszczepialność na poziomie ok. 37–43 proc., podczas gdy Narodowa Strategia Onkologiczna zakłada 60 proc. do końca 2028 roku. Rocznik 2011, który jako pierwszy przeszedł pełną ścieżkę programu, jest zaszczepiony w 34 proc. To wynik, który powinien być dla nas sygnałem alarmowym – nie po to, by szukać winnych, ale by uczciwie zapytać, dlaczego wciąż nie potrafimy dotrzeć do tak wielu rodzin. Jedną z odpowiedzi jest dezinformacja (więcej na str. 27): fałszywe narracje realnie osłabiają zaufanie do szczepień. Nie wolno jednak odpowiadać na nie zawstydzaniem rodziców, którzy mają wątpliwości i szukają informacji w internecie. Możemy rozmawiać z nimi spokojnie, rzetelnie i z szacunkiem albo stracić szansę na ochronę ich dzieci.
Skuteczna odpowiedź wymaga działania na kilku poziomach jednocześnie. Kluczowa jest aktywna rola lekarza POZ, który nie czeka na pytanie, lecz sam inicjuje rozmowę. Zaufanie do lekarza pozostaje jednym z najsilniejszych narzędzi przekonywania – często skuteczniejszym niż kampanie w mediach. Potrzebujemy także komunikacji opartej nie tylko na statystykach, ale również na prawdziwych historiach. Dane przemawiają do rozumu, ale historia konkretnej pacjentki zostaje w pamięci. Trzecim elementem jest obecność tam, gdzie rodzą się wątpliwości: w szkołach, lokalnych wspólnotach i środowiskach, w których zaufanie do instytucji publicznych bywa najsłabsze.
Szczególnie wyraźnie pokazują to różnice regionalne. W województwie podkarpackim zaszczepiono 10,6 proc. uprawnionych, podczas gdy w pomorskim – ponad 21 proc. To nie jest kwestia dostępu do szczepionki, a raczej efekt różnic w zaufaniu i komunikacji. Dlatego parlamentarzyści z regionów o niskiej wyszczepialności mają tu konkretną rolę: być obecni, rozmawiać i łączyć lokalne środowiska z rzetelną wiedzą medyczną.
Nie można też pominąć zmian systemowych. Jako Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Wirusowi HPV i Chorobom z nim Powiązanym postulujemy rozszerzenie bezpłatnych szczepień co najmniej do 18. roku życia, a optymalnie do 19. roku życia. Ten dodatkowy czas ma znaczenie – daje młodej osobie możliwość samodzielnego podjęcia decyzji o własnym zdrowiu. Popieramy również kierunek, w którym zmierza Ministerstwo Zdrowia, czyli wprowadzenie szczepienia przeciw HPV jako obowiązkowego dla kolejnych roczników.
Dezinformacja jest realnym zagrożeniem. Realna jest jednak także nasza sprawczość – jako lekarzy, nauczycieli, parlamentarzystów oraz rodziców. Za każdą niewykorzystaną szansą na profilaktykę może stać czyjeś zdrowie i życie. Dlatego nie możemy pozwolić sobie na bierność ani wobec wirusa, ani wobec fałszywych narracji, które go chronią.
Jolanta Zięba-Gzik
Wiceprzewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Wirusowi HPV i Chorobom z nim Powiązanym, Komisja Zdrowia
Od lat zajmuję się tematyką zdrowia publicznego i z coraz większym niepokojem obserwuję, że Polska pozostaje w ogonie Europy, jeśli chodzi o wyszczepialność dzieci, w tym także przeciwko wirusowi HPV. Moim zdaniem podstawowym powodem niskiego zainteresowania szczepieniami przeciwko HPV jest brak świadomości. Wielu rodziców wciąż nie wie, że to szczepienie realnie chroni przed nowotworami. I nie chodzi wyłącznie o raka szyjki macicy, lecz także o nowotwory głowy, szyi, gardła czy odbytu. Co więcej, nadal zbyt rzadko mówi się o tym, że HPV dotyczy również chłopców. A przecież oni także chorują, także są narażeni i także mogą przenosić wirusa.
Dlatego powtarzam: edukacja jest absolutnie kluczowa. Edukacja rzetelna, spokojna, oparta na faktach, a nie na straszeniu czy moralizowaniu. Mam jednak świadomość, że sama edukacja to za mało. Dziś przegrywa ona z fake newsami, które w mediach społecznościowych rozchodzą się szybciej i skuteczniej niż wiedza medyczna. Algorytmy podsyłają ludziom treści sensacyjne i nieprawdziwe, a wielu odbiorców nie weryfikuje informacji, tylko przyjmuje je bezkrytycznie. Tak rodzą się lęki i teorie spiskowe, które później bardzo trudno odkręcić.
Oprócz edukacji potrzebujemy także działań bezpośrednich. Podam przykład Holandii, gdzie młodzi ludzie otrzymują imienne zaproszenia na bezpłatne szczepienia przeciwko HPV. To proste rozwiązanie, a jednocześnie niezwykle skuteczne. Podobne mechanizmy działają w Wielkiej Brytanii, Norwegii, Australii czy Islandii – krajach, w których wyszczepialność jest znacznie wyższa niż w Polsce. Jestem przekonana, że takie „celowane” działania – listy, SMS-y, przypomnienia – realnie zwiększają liczbę zaszczepionych.
Niepokoi mnie również narracja, która próbuje seksualizować szczepienie przeciwko HPV. Spotykam się z opiniami, że szczepienie dzieci w wieku 9–14 lat ma rzekomo zachęcać do wcześniejszej inicjacji seksualnej. Uważam to za argument całkowicie chybiony. Wiek szczepienia wynika z biologii i skuteczności odpowiedzi immunologicznej, a nie z jakichkolwiek założeń obyczajowych. To klasyczny przykład mylenia profilaktyki z ideologią – i niestety bardzo skuteczny straszak.
Z moich obserwacji wynika, że opór wobec szczepień znacznie częściej pochodzi od rodziców niż od samej młodzieży. Wielu młodych ludzi ma dziś większą świadomość zdrowotną niż ich opiekunowie i gdyby mogli, chętnie by się zaszczepili. Zdarza się, że robią to dopiero jako dorośli, nadrabiając decyzje, których wcześniej za nich nie podjęto. Daje mi to nadzieję, że kolejne pokolenie będzie bardziej racjonalne w podejmowaniu decyzji zdrowotnych.
Jednocześnie uważam, że państwo powinno poważniej podejść do kwestii egzekwowania szczepień ochronnych i przeciwdziałania dezinformacji. Dziś zbyt często obserwujemy pobłażliwość wobec nieszczepienia dzieci, a przecież konsekwencje takich decyzji ponosi nie tylko konkretna rodzina, lecz całe społeczeństwo. Medycyna jest jedna i wielokrotnie udowodniła, że szczepienia potrafią eliminować groźne choroby. Podważanie tego dorobku uważam za niezwykle niebezpieczne.




