Więcej

    Prof. Piotr Matczak: Niepewność jest na tyle duża, że grozi nam futurologia

    W sytuacji niepewności potrzebujemy wskazówek, pozwalających zrozumieć to, co się dzieje wokół. Jeśli taka informacja mówi nam: „zostań w domu, bo sprawa jest bardzo poważna”, to są przesłanki do tego, żeby tak to potraktować – mówi prof. Piotr Matczak z Wydziału Socjologii UAM w Poznaniu.

    COVID-19 zdominował życie w każdym jego aspekcie. Ten szok trwa nadal, bo pandemia nie odpuszcza. Czy i w jakich obszarach życia radzimy sobie z globalnym zagrożeniem? Jak bardzo przez ten czas zmieniły się nasze nawyki i zwyczaje?

    Zagrożenie jest globalne, ale społeczeństwa radzą sobie każde na swój sposób, co widać po zróżnicowanej liczbie zakażonych czy liczbie ofiar na tysiąc mieszkańców. Gdyby spojrzeć na Polskę, obraz nie jest jednoznaczny. Jeszcze nie wiemy, czy poradziliśmy sobie dobrze, czy źle. Ale duże wrażenie zrobiła na mnie karność Polaków w momencie, gdy zostały wprowadzone obostrzenia dotyczące poruszania się itp. Dostępne dane na temat kwarantanny domowej i jej przestrzegania pokazują, że zdecydowana większość osób poddanych tym obostrzeniom respektowała je. Jest to o tyle zaskakujące, że uchodzimy za naród omijający przepisy, traktujący je z przymrużeniem oka.

    Z czego wynika taka zmiana?

    Nie umiem podać wyjaśnienia, które by mnie satysfakcjonowało. Wydaje się, że po pierwsze zdecydowały o tym doniesienia medialne. Mogliśmy obserwować, co się działo we Włoszech. Wyglądało to bardzo dramatycznie. Ponadto na pewno znaczenie miała zdecydowana reakcja rządu, który od razu wdrożył obostrzenia. Choć nie były tak drakońskie jak w niektórych innych krajach, niemniej były stanowcze. Polacy dokonali grupowej definicji sytuacji, że trzeba zagrożenie traktować poważnie.

    W pandemii najważniejszy jest strach. Jak nim zarządzać, by nie doprowadzić do chaosu?

    Przy takich kryzysach jak pandemia miarą sukcesu nie jest mała liczba zachorowań lub ofiar. Chodzi o zachowanie porządku społecznego. Zarządzający kryzysem muszą uniknąć zamieszek, rabowania sklepów itp. To się zasadniczo udało w większości krajów. Jednak gwałtowne demonstracje w Stanach Zjednoczonych i potem w innych krajach, które zaczęły się po śmierci George’a Floyda, można uznać za odroczoną nieco reakcję na pandemię. Generalnie uważa się, że sytuacje kryzysowe do pewnego stopnia dadzą się przewidzieć, ale też do pewnego stopnia zawsze są zaskoczeniem.

    Pandemia koronawirusa nie jest pierwszą epidemią, która nam się przytrafiła. W latach 2009-2010 mieliśmy epidemię H1N1, która ostatecznie okazała się niezbyt poważnym zagrożeniem i nie przyniosła traumatycznych doświadczeń. Nie mogła zatem stanowić podstaw, które na poziomie indywidualnym są pomocne w ocenie sytuacji, gdy pojawia się zagrożenie koronawirusem. W marcu mieliśmy zatem grupową niepewność, jak duże jest zagrożenie, jak się zachowywać. W sytuacji niepewności potrzebujemy wskazówek, pozwalających zrozumieć to, co się dzieje wokół. Jeśli taka informacja mówi nam: „zostań w domu, bo sprawa jest bardzo poważna”, to są przesłanki do tego, żeby tak to potraktować.

    Czyli Polacy uwierzyli, że coś jest na rzeczy i warto się dostosować.

    Tak. Jest to interesujące także z tego względu, że w wielu krajach są prowadzone systematycznie ćwiczenia, np. ewakuacyjne, związane z rozmaitymi zagrożeniami, które przyzwyczajają ludzi, że w sytuacjach zagrożenia trzeba wiedzieć, jak się zachować. U nas po 1990 roku praktycznie porzucono tego typu działania. Na mojej uczelni odbyliśmy takie ćwiczenia na wypadek pożaru, dwa lata temu, po prawie dwudziestoletniej przerwie. Wszyscy musieliśmy wyjść na miejsce spotkania ewakuacyjnego. Byłem przekonany, że te ćwiczenia zostaną zignorowane, obśmiane, tymczasem wszyscy wyszli, dziekan mierzył czas i odbyliśmy je z sukcesem. Może więc nie doceniamy siebie?

    Mimo woli znaleźliśmy się w świecie cyfrowych technologii: praca zdalna, odrabianie z dziećmi lekcji online, e-recepty i teleporady. Czy z ulgą wrócimy do tradycyjnych form kontaktu, czy też wymuszone nawyki się utrwalą?

    Sądzę, że nowe nawyki się utrwalą, ale będzie to nie tyle wynik pandemii, ile efekt technologii cyfrowej i rozmaitych form pracy zdalnej, które rozwijały się wcześniej. Na mojej uczelni kilka lat trwały prace dotyczące nauczania online. Było one wdrażane powoli, z oporami. Przyspieszenie, które nastąpiło w marcu, jest niebywałe. Jestem przekonany, że gdyby nie pandemia, obecną zdolność systemu informatycznego oraz umiejętności wykładowców i studentów osiągnęlibyśmy może za 10 lat.

    Poza tym, wcześniejsze wdrażanie form pracy na odległość miało przyczyny ekonomiczne. Wynikało z potrzeby oszczędzania na drogiej przestrzeni biurowej. Te zmiany, które obserwujemy obecnie, nie są czymś nowym. Nastąpiło jedynie ich gwałtowne przyspieszenie. Zapewne praca zdalna w jednych firmach dobrze się sprawdzi, w innych gorzej.

    Ciekawym przypadkiem jest obszar medycyny, gdzie od dłuższego czasu trwają prace nad rozmaitymi formami zdalnej pracy lekarzy. Uczestniczyłem kiedyś w spotkaniu, gdzie prezentowano propozycje grantów na narzędzia informatyczne, które pomagają lekarzom w diagnozie i w różnych formach pracy. Nie chodzi tylko o to, że pacjent zgłasza się do lekarza rodzinnego po poradę, ale też o bardziej wyrafinowane formy diagnozy na odległość, np. zdalne konsylium, zdalne przykazywanie informacji na temat zdrowia pacjenta. Ten proces trwał, a obecnie z pewnością będzie się szybciej rozwijał. Są rodzaje pracy, gdzie jest to trudniejsze, bo kontakt bezpośredni jest niezbędny. Ale w wielu obszarach, zwłaszcza edukacyjnych, forma zdalna daje dobre efekty i jest tańsza. Czy te formy się utrwalą? Nie w każdym miejscu i nie do końca. Może być tak, że te tradycyjne staną się przywilejem pewnych grup, bardziej zamożnych.

    To znaczy?

    Obiad w restauracji, nauka twarzą w twarz z nauczycielem lub osobisty kontakt z lekarzem może się okazać na tyle drogi, że z socjologicznego punktu widzenia będzie to wymiar podziałów społecznych. Obecnie posiadanie drogiego samochodu czy domu jest oznaką prestiżu. Możliwość bezpośredniego kontaktu może stać się oznaką wskazującą wyższą pozycję społeczną.

    Teraz żyjemy kameralnie i lokalnie, w gronie rodziny, bliskich przyjaciół. Próby uczestniczenia w stadnych formach życia społecznego, jak choćby wesela czy pogrzeby, kończą się źle. Czy ekstrawertyczne społeczeństwo przyzwyczai się do introwertyzmu?

    Czy rzeczywiście jesteśmy społeczeństwem ekstrawertycznym? Na pewno bardziej niż Szwedzi. Jednak wesela lub pogrzeby są dobrym wskaźnikiem siły więzi rodzinnych, a nie ekstrawertyzmu.

    Powiedziałbym raczej, że być może wyłoni się forma zdalnego wesela bądź pogrzebu, bardziej niż rezygnacja z takich form w ogóle. Jak będą wyglądały takie spotkania – to fascynujące pytanie: czy wrócimy do punktu wyjścia, czy też, nawet jak sytuacja wróci do normalności w sensie epidemicznym, doświadczenie, które teraz przeżywamy, zmieni nasze życie społeczne? Nie wiemy tego. Procesy społeczne nie mają charakteru deterministycznego i z trudem dają się prognozować. Poza tym niewiele wiemy o tym, co dzieje się teraz. Nie wiemy też, czy to, co uważamy za sukces w walce z pandemią, nie okaże się za rok czy pięć lat porażką. Czy nie wpadniemy w jakiś kryzys spowodowany obecnymi działaniami. To niebezpieczna sytuacja, bo niepewność jest na tyle duża, że grozi nam futurologia – projektowanie naszych wyobrażeń w postać prognoz. Jeśli się okaże, że w grupach weselników lub żałobników jest dużo zakażeń, takie zgromadzenia zostaną ograniczone. Ale wesela i pogrzeby muszą się odbywać w takiej czy innej formie.

    Akurat pochówek jest bardzo trwałym elementem kultury, dlatego zmiany, które w tym obszarze następują, są powolne. Jednak one zachodzą. To pokazuje, że trwałe elementy naszej obyczajowości też się mogą zmienić. Czy pandemia do tego doprowadzi? Bałbym się stwierdzenia, że tak się stanie. Po prostu nie wiemy tego.

    Ale są prowadzone badania na ten temat?

    Owszem, nawet sporo, ale powiedziałbym, że są to badania ad hoc i bazujące na ankietach internetowych. To nie jest czas na badania antropologiczne, izolacja ciągle obowiązuje, więc trudno prowadzić badania terenowe. Podobnie nie wchodzą w grę badania ankietowe. Choć w tym przypadku załamanie nastąpiło po wejściu w życie przepisów RODO.

    Mimowolnie ograniczamy konsumpcję, nie chodząc do sklepów, nie wyjeżdżając na egzotyczne wakacje. Jednocześnie jednak są podstawy, by bać się bezrobocia, utraty dochodów. Jakie to przyniesie konsekwencje w wymiarze społecznym?

    Ze środowiskowego punktu widzenia pandemia jest korzystna. Jestem przewodniczącym sekcji socjologii środowiska Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. Zrobiliśmy seminarium online dotyczące pandemii i przy tej okazji zebrano trochę danych. Spadł poziom rozmaitych zanieczyszczeń, w tym powietrza, spadła śmiertelność w porównaniu z zeszłym rokiem. To jest paradoks. Mniej jeździmy samochodami, więc mniej jest wypadków, ale są też hipotezy mówiące, że spadek zanieczyszczenia powietrza został spowodowany zatrzymaniem produkcji przemysłowej, a to skutkuje mniejszą śmiertelnością. Z czysto środowiskowego punktu widzenia mamy więc do czynienia z korzystnymi skutkami. Mniej podróży, lotów, a przede wszystkim gwałtowne zatrzymanie ostentacyjnej konsumpcji. Siedem lat temu byłem na konferencji, gdzie badacze mody pokazywali, że w Wielkiej Brytanii z czterech sezonów zrobiło się dwanaście. To oznaczało, że aby nadążać za modą, trzeba było co miesiąc kupować nowe ubrania. Obecnie mamy już modę tygodniową. Przemysł odzieżowy to jedno z największych obciążeń dla środowiska. Ten przemysł się zatrzymał. To bardzo źle dla firm, które przeżywają trudny czas, ale z punktu widzenia środowiska, umówmy się, niekoniecznie trzeba co tydzień kupować nową koszulę, a buty co dwa tygodnie. Badania w Wielkiej Brytanii pokazują, że niektóre ubrania są zakładane raz, a niektóre w ogóle. Podobnie jest z podróżami – niekoniecznie trzeba jechać na wakacje 10 tys. km. Pandemia ten rodzaj konsumpcji gwałtownie zatrzymała. Ale jest i druga strona: prof. Grodzińska-Jurczak z UJ robi badania na temat plastiku. Pandemia przyniosła wzrost zużycia jednorazowego plastiku. Ograniczenie zużycia tego surowca było już przedmiotem prac legislacyjnych, a teraz nikt o tym nie myśli. Jednak sądzę, że ograniczenie skali ostentacyjnej konsumpcji raczej nie będzie trwałe z powodów ekonomicznych. Rządy robią wszystko, by konsumpcję przywrócić, bo ona nakręca gospodarkę.

    Po okresie trwania w rygorach pandemii społeczeństwo otrząsa się z pierwszego szoku, zaczyna weryfikować zakazy i nakazy. Co o tym sądzić?

    To dla mnie nie stanowi zaskoczenia, gdy się przyjmie racjonalną teorię zachowań społecznych. W sumie okazuje się, że pandemia nie jest taka groźna, a ofiar stosunkowo mało, zdecydowana większość przechodzi zachorowania bezobjawowo. Te przerażające sytuacje z Włoch i Hiszpanii, które widzieliśmy w telewizji, gdzie było wiele zgonów i lekarze musieli podejmować dramatyczne decyzje, komu podłączyć respirator, były ekstremalne i w zasadzie ich w tej chwili nie ma. Podejrzewam, że przyzwyczaimy się do tego wirusa tak jak do grypy, która nota bene co roku pochłania więcej ofiar niż obecna pandemia.

    Chociaż w Japonii i Korei 10 czy 20 lat temu widziałem, że ludzie noszą maseczki po to, by nie zakażać innych grypą. W tych krajach jest większa dbałość o wspólne dobro. Nie sądzę, by u nas stało się to powszechne, choć mam nadzieję, że znikną sytuacje, że ktoś z grypą przychodzi do pracy. Zapewne takie zachowania nie będą już tolerowane.

    Reasumując: co może się okazać trwałym trendem?Czego jest Pan pewien?

    Podejrzewam, że dla zdecydowanej większości społeczeństw, jeśli oczywiście nie dojdzie do kolejnych fal, dramatycznych zwrotów sytuacji, szybko powróci stan normalny, bez większych konsekwencji, jeśli chodzi o cele życiowe, refleksje nad codziennymi zachowaniami. Ale jestem przekonany, że po stronie rządzących większą wagę będzie się przywiązywać do planowania kryzysowego. Okazuje się, że to, w jaki sposób rządy są przygotowane na niespodziewane wydarzenia, ma duże znaczenie. Z tym może się wiązać cały szereg zmian, dotyczących funkcjonowania służby zdrowia, ale też sposobu pracy. Mogą to być zmiany o charakterze ekonomicznym, ale również legislacyjnym, np. w związku z bezpieczeństwem sanitarnym.

    Rozmawiał Ryszard Sterczyński

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3D

    Najnowsze artykuły

    Prof. Adam Witkowski, prof. Tomasz Hryniewiecki, prof. Piotr Jankowski, wiceminister zdrowia Waldemar Kraska, poseł Tomasz Latos w debacie Świata Lekarza: Jak skrócić kolejki do...

    Kilka miesięcy: tyle średnio trzeba czekać na wizytę do kardiologa. W niektórych ośrodkach trwa to jeszcze dłużej, choć są też miejsca, gdzie...

    Badam Się, Bo Chcę Żyć – ruszyła ogólnopolska kampania społeczna

    W ciągu ostatnich miesięcy doszło do alarmującego spadku wykonywanych badań profilaktycznych, diagnostycznych, wizyt kontrolnych. W obliczu narastającej epidemii chorób sercowo-naczyniowych, onkologicznych, neurologicznych,...

    Młodzi lekarze motorem napędowym wdrażania innowacji w medycynie. 2/3 wskazuje jednak na potrzebę szkoleń w zakresie nowych technologii

    Cyfrowe dane medyczne to hasło odmieniane w służbie zdrowia przez wszystkie przypadki. Od ich odpowiedniego wykorzystania zależy zarówno skuteczność diagnozowania i leczenia pacjentów, jak...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D