Marsz Milczenia Medyków jest krzykiem bezsilności, który stanie się symbolem tragedii z 29 kwietnia. Mamy dość wzniosłych symboli. Polska służba zdrowia zasługuje na bezpieczeństwo
Lekarza Tomasza Soleckiego zamordowano 29 kwietnia 2025 roku w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie. Podczas konsultacji z pacjentką do gabinetu wtargnął 35-letni funkcjonariusz Służby Więziennej, który zadał lekarzowi kilkanaście ciosów nożem. Pomimo natychmiastowej operacji życia doktora nie udało się uratować.
Motywem ataku miało być niezadowolenie z przebiegu leczenia. Sprawca uważa, że lekarz go „uszkodził” i żądał od niego 20 tys. zł. Rzecznik Praw Pacjenta nie stwierdził nieprawidłowości ze strony medyka.
Śmierć doktora Soleckiego wstrząsnęła środowiskiem medycznym. Szpital Uniwersytecki oraz Uniwersytet Jagielloński ogłosiły dzień żałoby, a 7 maja odbył się jego pogrzeb na cmentarzu Batowickim w Krakowie. W odpowiedzi na tragedię środowisko medyczne zapowiedziało marsz protestacyjny przeciwko przemocy wobec pracowników ochrony zdrowia, który odbędzie się 10 maja w Warszawie.
I co to zmieni?
Historia zna sporo przypadków podobnych do tragedii Tomasza Soleckiego. Była lekarka z Poznania brutalnie zabita przez pacjenta młotkiem. Był ratownik medyczny z Siedlec, któremu zadano śmiertelny cios nożem podczas interwencji. W kwietniu br. 28-letnia kobieta, będąca pod wpływem alkoholu i narkotyków, zaatakowała lekarzy i ratowniczkę w szpitalu w Gdyni. W lutym pacjent brutalnie pobił ratownika medycznego na SOR-ze w Zielonej Górze. Dwa ostatnie przypadki szczęśliwie nie skończyły śmiercią. Ale mogły.
W 2023 roku prawie 40 proc. lekarzy pracujących na SOR-ach, izbach przyjęć i innych oddziałach szpitalnych zgłosiło przynajmniej jeden przypadek agresji ze strony pacjentów lub ich rodzin. Ponad 78 proc. pielęgniarek i położnych doświadczyło agresji w pracy, 91 proc. medyków spotkało się z przemocą werbalną, a prawie połowa z przemocą fizyczną. Ratownicy medyczni rocznie ponad 3 tys. razy używają przycisku alarmowego w trakcie interwencji. Wielu lekarzy było ofiarami gróźb, szantażu, a nawet nękania.
System nie chroni wystarczająco tych, którzy codziennie przychodzą do pracy ratować ludzkie życie. Mimo że liczby ze statystyk i każda historia z osobna są przerażające.
Historia zna też sporo przypadków, w których protest był momentem wieńczącym sprawę. Echa szybko milkną, a na realne zmiany trzeba czekać miesiącami czy wręcz latami.
Prawo chroni personel medyczny jedynie fragmentarycznie. Tylko ratownicy podczas wykonywania swoich obowiązków służbowych mogą korzystać z ochrony prawnej przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych. Lekarze mają to prawo w ściśle określonych sytuacjach. Dlatego wiele przypadków przemocy nie jest nawet zgłaszanych.
Propozycja ustawy przygotowywana przez Ministerstwo Zdrowia to krok w dobrą stronę. Zmiany mają objąć m.in. zaostrzenie kar za przemoc wobec medyków, możliwość tworzenia trzyosobowych zespołów ratowniczych, wsparcie psychologiczne dla personelu, integrację systemu alarmowego z systemem reagowania oraz utworzenie Rejestru Agresji. NIL postuluje dodatkowo, by groźby karalne były ścigane z urzędu, a dane lekarzy zastrzeżone w publicznych rejestrach.
W wielu krajach – od Wielkiej Brytanii, przez państwa Unii Europejskich, po Stany Zjednoczone – przepisy wzmacnia się w odpowiedzi na narastającą agresję wobec pracowników ochrony zdrowia. Skala tego zjawiska rośnie bez względu na szerokość geograficzną.
Jednak dopóki te zmiany to tylko propozycja, dopóty pozostaje nam milczący marsz.
Ewa Bukowiecka-Janik






