Więcej

    Sebastian Szymanek: Buduj na tym, co masz. W Europie

    Należy wspierać już istniejący na terenie kraju lub Europy przemysł farmaceutyczny, z założeniem, że docelowo musi być zdolny do produkowania substancji czynnej, która ma konkurencyjną cenę na rynkach światowych – mówi Sebastian Szymanek, Prezes Polpharmy.

    Panie prezesie, pandemia udowodniła, że mogą zostać przerwane łańcuchy dostaw i realne są braki leków w Europie, bo 70% aktywnych składników farmaceutycznych (API) pochodzi z Chin. Co zadecydowało o chińskim sukcesie?

    To nie tylko chiński sukces, ale też kilku azjatyckich krajów. Azja bardzo wzmocniła się w produkcji farmaceutyków. Była to świadoma decyzja rządów tych krajów na przełomie lat 70. XX wieku, które chciały budować gospodarkę, bazując na innowacjach. Jak wiadomo farmacja jest jedną z bardziej innowacyjnych gałęzi przemysłu, wymaga wysokich nakładów na badania i rozwój, tworzy produkty, wykorzystując wysoką technologię i wysoką wartość dodaną w miejscu produkcji, wymaga wykwalifikowanej kadry pracowników. Co ważniejsze, tworzy wartość intelektualną. Silny krajowy przemysł tworzy sieć powiązań produkcyjnych oraz ze światem nauki, co daje impuls dla rozwoju. Kraje azjatyckie podjęły decyzję, że rozwój gospodarczy będzie oparty na przemyśle farmaceutycznym. Zrobiły to w sposób bardzo kompleksowy, ponieważ zaczęły od wzmocnienia przemysłu chemicznego, przemysłu dostarczającego KSM (key starting materials), a następnie substancje czynne, czyli API (active pharmaceutical ingredients). Końcowym elementem tego łańcucha był przemysł farmaceutyczny produkujący leki. W efekcie tej polityki większość z dziesięciu największych światowych firm farmaceutycznych pochodzi z Azji.

    Na czym polegała polityka Chin?

    Na mechanizmach wspierających rozwój przemysłu farmaceutycznego. W ramach tych działań znalazło się dofinansowanie, czyli bezzwrotne pożyczki na tworzenie infrastruktury, a także dopłaty eksportowe w celu uzyskania konkurencyjnych cen. Wsparciem były także ułatwienia administracyjne, niskie koszty energii, tania siła robocza i elastyczne regulacje środowiskowe. Nie bez znaczenia był ogromny rynek lokalny, który ułatwił wzrost produkcji i dystrybucji, a następnie przejście do ekspansji międzynarodowej.

    Co spowodowało, że ekspansja międzynarodowa była tak udana?

    Przygotowali się do niej systemowo. Zanalizowali, które substancje czynne i intermediaty są w zużyciu wolumenowo największe i te produkty rozwinęli. Następnie dzięki bardzo konkurencyjnej cenie zaczęli stopniowo monopolizować rynek światowy. Dziś 2/3 pozwoleń na CEP (Certificate of European Pharmacopoeia) pochodzi z Azji. Myślę, że wolumen, który z tamtego obszaru przyjeżdża, jest jeszcze wyższy. Co ważniejsze, mają produkcję substancji czynnych krytycznych, ratujących życie. W Polsce jeszcze 20 lat temu było zarejestrowanych około 300 producentów (z czego 130 producentów substancji czynnych ziołowych). Dziś jest zaledwie kilkunastu, którzy produkują pojedyncze substancje czynne i Polpharma, produkująca 47 substancji czynnych i mająca znaczący udział na rynkach światowych.

    Co zrobić, żeby zapewnić bezpieczeństwo lekowe Polski? Czy produkować przynajmniej podstawowe API, np. te ratujące życie?

    Widzę dwie strategie. Pierwszą strategię nazwałbym „Buduj na tym, co masz”. Należałoby wspierać już istniejący na terenie kraju lub Europy przemysł farmaceutyczny, z założeniem, że docelowo musi być zdolny do produkowania substancji czynnej, która ma konkurencyjną cenę na rynkach światowych. Wsparcie polegałoby na dofinansowaniu inwestycji, z wykorzystaniem europejskich instrumentów finansowych. W efekcie amortyzacja nie obciążałaby ceny końcowej produktu. Narzędziami wsparcia mogłyby być także przyspieszenie procedur związanych z ochroną prawną, obniżenie opłat administracyjnych, rozwój edukacji chemików i w końcu premiowanie lokalizacji określonej produkcji (np. przez RTR) i audyt warunków produkcji z poszanowaniem praw planety i praw człowieka.

    Druga strategia, bardziej skomplikowana, wymagałaby uwspólnienia podejścia do polityki lekowej na poziomie europejskim. Kraje europejskie musiałyby się zdecydować na ustalenie listy priorytetowych substancji czynnych (np. wszystkie leki ratujące życie), które są bezwzględnie potrzebne. Trzeba by zastosować mechanizmy podobne do polityki rolnej, czyli dopłaty do konkretnej produkcji. Ja nazywam to „strategią ziemniaka”.

    Której strategii jest Pan zwolennikiem? „Buduj u siebie” czy „Budujmy w Europie”?

    Jedna i druga strategia nie wyklucza tego, że może dotyczyć kraju albo szerszego obszaru. Pierwsza dodaje skrzydeł lokalnemu biznesowi i inicjatywa leży po stronie biznesu. Ale może się zdarzyć, że nie wypełni luki związanej z poczuciem bezpieczeństwa, bo będą produkować po części te ważniejsze substancje czynne, a po części lifestylowe. Druga strategia mogłaby być komplementarna do pierwszej. Jest bardziej złożona, ale daje w efekcie prawdziwe bezpieczeństwo lekowe.

    Kilka rzeczy jest dla mnie niejasnych. Mówi Pan o zastosowaniu mechanizmów europejskiej polityki rolnej. Jej efektem jest upadek małych gospodarstw, a przecież gospodarstwa wysokoobszarowe produkują niezdrową żywność. Krótko mówiąc, straciliśmy siłę polskiego rolnictwa, jaką był dobry, naturalny produkt. Jeśli przełożymy to na język farmacji, to…?

    Nie twierdzę, że europejska polityka rolna jest bez wad. Wystarczyłoby wprowadzić mechanizmy naprawcze, które promowałyby produkcję w poszanowaniu dla planety i zdrowia ludzkiego. Akurat te mechanizmy w przemyśle farmaceutycznym mamy zawarte, ale brakuje jednego elementu: dofinansowania do każdej tony substancji czynnej wytworzonej na terenie Europy, jeśli ta substancja jest ważna. A po co dofinansowanie? Żeby być konkurencyjnym w stosunku do krajów azjatyckich, ponieważ ta konkurencja jest nierówna.

    Czy według Pana, biorąc pod uwagę bardzo wysokie koszty produkcji API w Polsce, nie byłoby bardziej opłacalne przestawienie polskiej farmacji na innowacyjność?

    Faktycznie, przemysł innowacyjny czasami odkryje molekułę, która posuwa medycynę do przodu. A od czego jest przemysł generyczny? Jest od tego, żeby w okresie po ustaniu ochrony patentowej wytworzyć ten sam produkt znacznie taniej i zamiast do milionów bogatych obywateli wybranych państw ten lek dotarł do miliardów ludzi. Ja nie widzę niczego złego w tym, że specjalizujemy się w przemyśle generycznym. Nie potrafimy wymienić wielu innowacyjnych niemieckich firm, ale siła generycznego przemysłu jest tam ogromna. I wnosi on ogromne nakłady na badania oraz rozwój, tworzy wysoką wartość dodaną, zatrudnia tych samych specjalistów, a także ratuje wszystkich – sprawiedliwie i jednakowo.

    Rozmawiał: Paweł Kruś

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3Dspot_img

    Najnowsze artykuły

    Prezes Grądkowski: „Ta ustawa może pogrążyć polskich producentów”. Posłowie uspokajają

    Założenia są bardzo dobre: ustawa ma zapewnić pacjentom bezpieczeństwo. Popieram ten postulat, jednak najwięcej wątpliwości budzą przepisy dotyczące propozycji kar. Nasza propozycja polega na dodaniu...

    Czy higiena jamy ustnej powinna zostać włączona do metod walki z COVID-19? Dzień Nitkowania – 26 listopada 2021 r.

    Nitkowanie zębów znacząco wpływa na poprawę jakości zdrowia jamy ustnej i powinno stanowić nieodłączny element codziennej higieny.Samo szczotkowanie zębów nie wystarczy, aby zapobiegać namnażaniu...

    Michał Nitka: Leki blisko pacjentów

    Europa straciła pozycję lidera w obszarze produkcji aktywnych składników farmaceutycznych w  sektorze leków generycznych. Teva, jako jeden z największych dostawców leków do europejskich  systemów  opieki zdrowotnej, dba o zaopatrzenie...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D