186 miliardów złotych – tyle według informacji Onetu wynoszą szacunkowe roczne koszty społeczne oraz ekonomiczne nadużywania alkoholu w Polsce. Tę astronomiczną kwotę od lat wydajemy m.in. na leczenie marskości wątroby, udarów, nowotworów, zaburzeń psychicznych, na dzieci urodzone z alkoholowym zespołem płodowym (FAS), interwencje policji, opiekę społeczną czy intensywną opiekę medyczną. Niby każdy problem dostrzega, jednak wynika z tego niewiele – jeśli nie nic, bo gdy przychodzi do rozmowy o prawdziwej profilaktyce, wymagającej odwagi politycznej i podejmowania niełatwych systemowych decyzji – zapada cisza.
Władza, niezależnie od barw partyjnych, od lat kluczy wokół prostego pytania: czy stać nas na to, aby być uczciwym wobec własnych obywateli? Ustawa o wychowaniu w trzeźwości istnieje od dekad, lecz jej duch z litery prawa już dawno został wypłukany; przede wszystkim wciąż dopuszcza ona reklamowanie piwa, które w Polsce zyskało status niemal „świętej krowy”. To dlatego widzimy kolorowe reklamy piwa z hasłami typu „poczuj wolność” czy „lekki smak lata” – wszystko w 100 proc. legalnie.
Światowa Organizacja Zdrowia od lat podkreśla, że „pełny zakaz reklamy alkoholu, w tym piwa, to najskuteczniejszy element polityki ograniczania szkód”. Tyle że państwo polskie zachowuje się jak strażak, który sam podpala las, a potem z dumą opowiada, jak dzielnie walczy z ogniem. Czy naprawdę wpływy z akcyzy są tak kuszące, byśmy nie mogli mówić o zdrowiu publicznym na poważnie? Dziś nie jest to już wyłącznie kwestia stylu życia. To problem zdrowia narodowego, który wymaga twardej polityki, a nie PR-owych kampanii w stylu „pij odpowiedzialnie”. Edukacja, owszem, jest bardzo ważna, wyraźnie jednak widać, że w przypadku alkoholu nie działa; powinna być uzupełnieniem konkretnych, bezkompromisowych działań, a nie jedyną czy główną formą walki z alkoholizmem.
Jesteśmy krajem, który nauczył się tolerować picie, dlatego dopóki polskie państwo będzie wspierać przemysł alkoholowy bardziej niż zdrowie obywateli, dopóty będziemy leczyć skutki, zamiast usuwać przyczyny. Można oczywiście udawać, że to temat obyczajowy, ale tak naprawdę mówimy o odwadze i odpowiedzialności.
Ewa Podsiadły-Natorska






