Publiczne, prywatne czy wspólne?

Po ostatnim felietonie „Jak wyleczyć gospodarkę” zadzwonił do mnie prof. Aleksander Sieroń z pytaniem, czy wiem, jak wyleczyć polskie nauki medyczne? Oczywiście, że nie. Przygotowaliśmy wywiad dla szukających związku pomiędzy medycyną teoretyczną i praktyczną oraz odpowiedzi na pytanie, dlaczego najlepsze polskie prace naukowe z dziedziny medycyny tworzą biolodzy, fizycy, biotechnolodzy, chemicy – słowem wszyscy, tylko nie lekarze. Tylko jak odpowiedzieć na pytanie: publiczne czy prywatne?

Jak stworzyć system promujący medycynę praktyczną i wychować indywidualności, takie jak prof. Maria Siemionow czy prof. Henryk Skarżyński? Czy medycyna przyszłości powinna opierać się na dotacjach publicznych, czy być inwestycją prywatną?

Myślę, że w przypadku ochrony zdrowia Polaków czas rozpocząć dyskusję o partnerstwie publiczno-prywatnym. Czas najwyższy! Może za rok przy urnach wyborczych usłyszymy: „Panie Miodowicz! Pan jedziesz rowerem, kiedy cały świat jeździ samochodem”. Warto pamiętać o tych słowach Lecha Wałęsy. Rozdrabnianie sił i pieniędzy na małe przedsięwzięcia w ochronie zdrowia jest archaizmem. I kropka.

Takie myśli mi towarzyszyły na Zamku Królewskim podczas wręczenia Nagród Zaufania „Złoty OTIS z Diamentami”, które po raz pierwszy zostały przyznane programom edukacyjno-profilaktycznym. Zwyciężyły – i słusznie – projekty realizowane od wielu lat: „Servier dla Serca” (Servier Polska), „Razem zmieniajmy cukrzycę (Novo Nordisk) i „Stop udarom” (Boehringer Ingelheim). Nikt w imieniu państwa nigdy im nie podziękował tylko dlatego, że są to programy prywatne. Czy to sprawiedliwe? Mogę sobie tylko wyobrazić, jak wielki zasięg miałyby te programy, gdyby były sfinansowane przez Ministerstwo Zdrowia… Gdyby ze środków publicznych przygotowano reklamy zachęcające do udziału w badaniach…

Pragnę przypomnieć hasło rewolucji filozoficznej z 1968 r.: „Bądźcie realistami, żądajcie niemożliwego!”. Czy wspólna Polska jest już niemożliwa?

Waldemar Wierzba
redaktor naczelny