Rozmowa z dr. Andrzejem Mądralą, honorowym prezesem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych, współtwórcą Centrum Medycznego MAVIT, wieloletnim liderem środowiska prywatnej ochrony zdrowia, dziś wiceprzewodniczącym Rady Nadzorczej Szpitala MAVIT Grupy LUX MED
NAGRODA ZAUFANIA ZŁOTY OTIS 2026 ZA DOROBEK ŻYCIA W KSZTAŁTOWANIU SYSTEMU OCHRONY ZDROWIA W POLSCE
Gdyby miał pan wskazać najważniejsze decyzje i projekty swojego życia zawodowego – które z nich były przełomowe?
Żeby uczciwie odpowiedzieć na to pytanie, muszę cofnąć się do samego początku. Ukończyłem Wydział Farmaceutyczny Akademii Medycznej w Gdańsku w 1974 roku i rozpocząłem pracę w Zakładzie Biochemii Klinicznej. Przez kilka lat zajmowałem się diagnostyką laboratoryjną, a w 1982 roku obroniłem doktorat dotyczący mechanizmów działania leków przeciwcukrzycowych. To był pierwszy, stricte naukowy etap mojego życia. Kluczowe znaczenie miało jednak to, co wydarzyło się później. Dzięki rektorowi AMG, mojemu profesorowi Stefanowi Angielskiemu, trafiłem w 1984 roku na stypendium do Instytutu Maxa Plancka we Frankfurcie nad Menem. To doświadczenie otworzyło mnie na zupełnie inne myślenie o medycynie, organizacji pracy i odpowiedzialności za system. W praktyce był to także moment, w którym na dobre wszedłem w świat medycyny stosowanej i zarządzania.
To wtedy rozpoczęła się pana droga poza uczelnią?
Tak. Praktycznie już do Akademii Medycznej nie wróciłem. Zacząłem pracę w polskim przedstawicielstwie Abbott Diagnostic Division, firmie zajmującej się diagnostyką laboratoryjną – najpierw w Polsce, później w szerszym, europejskim wymiarze. Tam nauczyłem się rzeczy, których uczelnia nie była w stanie dać: odpowiedzialności finansowej, pracy z ludźmi, myślenia projektowego.
Pod koniec lat 90. pojawił się wątek okulistyki i laserowej korekcji wad wzroku. To był impuls, który doprowadził do powstania w 2000 roku Centrum Medycznego MAVIT w Warszawie – jednego z pierwszych tego typu ośrodków w Polsce.
Początki prywatnego szpitala w tamtym czasie musiały być ogromnym wyzwaniem.
Były ekstremalnie trudne. Kredyty, ryzyko, brak pewności, czy system to udźwignie. Ale ludzie mi zaufali. Lekarze przyjeżdżali z całej Polski, czasem przez wiele miesięcy pracując bez pełnego wynagrodzenia, wierząc, że dotrzymam słowa. I dotrzymałem. To zaufanie jest dla mnie do dziś jedną z najważniejszych wartości.
MAVIT rozwijał się stopniowo – najpierw szpital Warszawa-Bielany, potem ośrodek na Ursynowie, a w 2010 roku szpital w Katowicach. Tam przejęliśmy od miasta w zasadzie barak, nazwany szpitalem, i stworzyliśmy nowoczesny, wyspecjalizowany ośrodek laryngologiczno-okulistyczny. To był ogromny wysiłek organizacyjny, ale dziś mogę powiedzieć z dumą, że to miejsce działa na najwyższym poziomie.
Równolegle bardzo silnie zaangażował się pan w działalność społeczną i systemową.
Tak, i to był świadomy wybór. Od 2006 roku byłem związany z Konfederacją Pracodawców Polskich (potem Konfederacją Pracodawców Rzeczpospolitej Polskiej), pełniąc funkcję wiceprezydenta odpowiedzialnego za ochronę zdrowia. To była praca całkowicie społeczna – nigdy nie wziąłem za nią wynagrodzenia. Reprezentowałem środowisko organizacji pracodawców w dialogu z Ministerstwem Zdrowia, Komisją Zdrowia Sejmu i Senatu oraz związkami zawodowymi. Byłem wiceprzewodniczącym Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia. To tam zapadały decyzje, które do dziś kształtują system – zwłaszcza w obszarze wynagrodzeń.
To jeden z najbardziej kontrowersyjnych tematów ostatnich lat.
I jeden z najtrudniejszych. Uważam, że podwyżki były konieczne. Medycy muszą godnie zarabiać. Ale jednocześnie przyznaję uczciwie: nie doszacowaliśmy w pełni skutków finansowych tych decyzji. Dziś system to odczuwa. I trzeba o tym mówić otwarcie, bez populizmu i bez przerzucania winy.
Pacjent musi pozostać w centrum. Sam przecież jestem pacjentem i widziałem, jak wygląda rzeczywistość od drugiej strony. System nie może się załamać pod ciężarem decyzji, które – choć słuszne – wymagają korekty i odpowiedzialnego finansowania.
Wielokrotnie podkreśla pan wagę współpracy sektora publicznego i prywatnego.
Bo to jedyna droga. Odebranie prywatnym placówkom kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia byłoby katastrofą. System jest dziś naczyniami połączonymi. Prywatne szpitale odciążają publiczne, skracają kolejki, realizują procedury na wysokim poziomie. Przykład okulistyki jest tu najlepszy. Dzięki reformom i konsekwentnej pracy środowiska dziś kolejki do operacji zaćmy praktycznie zniknęły. Przeprowadzono radykalne zmiany. Ogromną rolę odegrał w tym prof. Marek Rękas – konsultant krajowy, wizjoner i reformator, którego miałem zaszczyt wspierać przez lata.
W 2019 roku MAVIT wszedł w struktury Grupy LUX MED. Jak pan ocenia tę decyzję z perspektywy czasu?
Rozpatrywaliśmy różne możliwości. To była bardzo dobra decyzja. Rozmowy z prezes dr Anną Rulkiewicz były oparte na zaufaniu i wspólnej wizji. MAVIT zachował swoją tożsamość, a jednocześnie zyskał stabilność i możliwości dalszego rozwoju. Dziś jestem wiceprzewodniczącym Rady Nadzorczej, a stery operacyjne przejęło młodsze pokolenie – w tym mój syn Maciej, dyrektor pionu szpitali LUX MED w Polsce.
Jak pan patrzy na przyszłość systemu ochrony zdrowia?
Z umiarkowanym optymizmem. Przed nami trudny czas, ale wierzę w dialog. Potrzebujemy racjonalnych decyzji, mądrego wykorzystania technologii – także sztucznej inteligencji – oraz nowych liderów, którzy nie będą tylko narzekać, ale wezmą odpowiedzialność.
Całe życie byłem człowiekiem dialogu. I nadal wierzę, że tylko rozmowa między decydentami, świadczeniodawcami i pacjentami może doprowadzić do systemu, który będzie jednocześnie sprawiedliwy, wydolny i ludzki.






