Nie chodzi już tylko o leczenie, ale o świadome zarządzanie ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych – zanim pojawią się objawy. O idei „10 dla Serca”, roli stylu życia i odpowiedzialności za zdrowie Polaków rozmawiamy z prof. dr. hab. Piotrem Dobrowolskim i prof. dr. hab. Aleksandrem Prejbiszem, ekspertami z Centrum Prewencji i Epidemiologii Chorób Układu Krążenia Narodowego Instytutu Kardiologii, współtwórcami jednego z najważniejszych narzędzi profilaktycznych ostatnich lat
NAGRODA ZAUFANIA ZŁOTY OTIS 2026 ZA OPRACOWANIE I WPROWADZENIE PROGRAMU „10 DLA SERCA”
Choroby układu krążenia od lat pozostają w Polsce główną przyczyną zgonów. A jednak można odnieść wrażenie, że w debacie publicznej profilaktyka wciąż bywa traktowana jako temat drugoplanowy. Dlaczego tak trudno przebić się z tym przekazem?
Prof. Piotr Dobrowolski: Bo profilaktyka nie daje natychmiastowych efektów, które łatwo pokazać w statystykach jednego roku czy jednej kadencji. To inwestycja długofalowa. A system ochrony zdrowia – nie tylko w Polsce – przez lata był skoncentrowany na leczeniu ostrych zdarzeń, a nie na zapobieganiu. Tymczasem większość czynników ryzyka sercowo-naczyniowego narasta latami. Nadciśnienie, dyslipidemia, otyłość, insulinooporność – to nie są choroby, które pojawiają się z dnia na dzień. Jeśli nie zaczniemy działać odpowiednio wcześnie, płacimy za to w szóstej, siódmej dekadzie życia bardzo wysoką cenę.
Jak doszło do powstania projektu „10 dla Serca”? Skąd wziął się pomysł na tak kompleksowe narzędzie profilaktyczne?
Prof. Piotr Dobrowolski: Z bardzo prostego założenia, które towarzyszy mi od początku pracy zawodowej: lepiej zapobiegać niż leczyć. Przez lata zajmowałem się pacjentami z wadami wrodzonymi serca, potem z nadciśnieniem tętniczym, aż naturalnie doszedłem do problemu globalnego ryzyka sercowo-naczyniowego. I wtedy pojawia się pytanie zasadnicze: dlaczego, mając tak dużą wiedzę o czynnikach ryzyka, wciąż przegrywamy z chorobami układu krążenia? Odpowiedź brzmi: bo za mało angażujemy samych pacjentów. A przecież ogromna część ryzyka zależy od codziennych decyzji, stylu życia, nawyków. „10 dla Serca” powstała właśnie po to, by dać ludziom narzędzie, które w prosty sposób pokaże im, gdzie są i co mogą zmienić.
Prof. Aleksander Prejbisz: Punktem wyjścia była analiza danych. Dysponujemy w Polsce bardzo solidnym materiałem epidemiologicznym – badaniami WOBASZ I i II, które pozwalają śledzić losy tysięcy osób nawet przez 20 lat. To ogromna wartość. Z tych danych jasno wynika, że pewne czynniki ryzyka mają w naszej populacji szczególne znaczenie. Oczywiście klasyczne: nadciśnienie, cholesterol LDL, zaburzenia gospodarki węglowodanowej, palenie tytoniu. Ale także te, które przez lata były marginalizowane: stres, nadmierne spożycie alkoholu, zaburzenia snu. Chcieliśmy to wszystko zebrać w jednym, prostym narzędziu.
Dlaczego „dziesiątka”, a nie – jak w amerykańskich rekomendacjach – „ósemka”?
Prof. Aleksander Prejbisz: Polska nie jest Stanami Zjednoczonymi. W naszych analizach dwa czynniki wyraźnie wybijały się ponad to, co uwzględniają amerykańskie modele: alkohol i stres. Spożycie alkoholu jest w Polsce istotnym problemem społecznym i zdrowotnym, a przewlekły stres – rozumiany szeroko jako suma obciążeń psychospołecznych – ma wyraźny wpływ na ryzyko sercowo-naczyniowe. One realnie zwiększają ryzyko zgonu sercowo-naczyniowego w polskiej populacji. Uznałem, że jeśli mamy budować narzędzie wiarygodne naukowo, nie możemy tych elementów pominąć tylko dlatego, że są trudniejsze do zmierzenia albo mniej „medyczne” w tradycyjnym sensie.
W rozmowie często powraca podział na czynniki klasyczne i nieklasyczne. Jak to wygląda w praktyce?
Prof. Piotr Dobrowolski: W „10 dla Serca” celowo połączyliśmy oba te obszary. Z jednej strony mamy klasyczne czynniki ryzyka: nadciśnienie tętnicze, zaburzenia lipidowe, podwyższoną glikemię, palenie tytoniu, brak aktywności fizycznej. Z drugiej – czynniki, które przez lata były niedoceniane: stres, jakość i długość snu. Wiedza o tym, że wysoki cholesterol czy nadciśnienie są niekorzystne, jest dziś dość powszechna. Znacznie mniejsza jest natomiast świadomość, że chroniczny niedobór snu czy przewlekły stres mają równie silny związek z chorobami sercowo-naczyniowymi i metabolicznymi.
Prof. Aleksander Prejbisz: Przewlekły stres aktywuje układ współczulny, zwiększa ciśnienie tętnicze, wpływa na metabolizm glukozy i lipidów. Zaburzenia snu mają podobny efekt. To twarda patofizjologia, nie psychologiczny dodatek. Oczywiście musimy zachować hierarchię działań. Najpierw kontrolujemy to, co najbardziej bezpośrednio zagraża życiu. Ale bez zmiany stylu życia nawet najlepsza farmakoterapia będzie miała ograniczoną skuteczność.
W praktyce klinicznej często słyszymy: „Pacjent i tak nie stosuje się do zaleceń”. Czy „10 dla Serca” rzeczywiście może to zmienić?
Prof. Piotr Dobrowolski: Nie mamy złudzeń, że jedno narzędzie rozwiąże problem adherence. Ale może zmienić bardzo dużo. Po pierwsze – przesuwa odpowiedzialność na relację lekarz–pacjent. Pokazuje pacjentowi, że ma realny wpływ na swoje zdrowie. Po drugie – porządkuje myślenie. Aż siedem z dziesięć czynników jest w ogromnym stopniu modyfikowalnych bez recepty: aktywność fizyczna, dieta, masa ciała, sen, stres, palenie, alkohol. To daje poczucie sprawczości.
A jak „10 dla Serca” może pomóc lekarzom?
Prof. Aleksander Prejbisz: Dla lekarza to narzędzie porządkujące rozmowę oraz w dużej mierze pozwalające usprawnić pracę. Zachęcenie pacjenta do wypełnieni ankiety przyczyni się do edukacji o najczęstszych czynnikach ryzyka chorób serca. W realiach ambulatoryjnych mamy często kilkanaście minut na pacjenta. Nie da się w tym czasie omówić wszystkiego szczegółowo. „10 dla Serca” pozwala szybko zidentyfikować obszary krytyczne i oddzielić je od tych, które można poprawiać stopniowo. Co więcej, pacjent przychodzi już przygotowany – wie, dlaczego pytamy o sen czy stres, a nie tylko o ciśnienie i cholesterol.
W rozmowie często pada określenie „menedżer ryzyka sercowo-naczyniowego”. To celowa zmiana narracji?
Prof. Piotr Dobrowolski: Zdecydowanie. Lekarz przestaje być wyłącznie „specjalistą od chorób”, a pacjent biernym odbiorcą zaleceń. Wspólnie zarządzamy ryzykiem. Lekarz wnosi wiedzę i doświadczenie, pacjent – codzienne decyzje. Chcemy, aby obywatel jak najdłużej nie stawał się pacjentem. A najlepiej, żeby w ogóle nim nie został.
Program będzie rozwijany. Jakie zmiany planujecie w najbliższym czasie?
Prof. Aleksander Prejbisz: „10 dla Serca” będzie unowocześniana. Pracujemy nad funkcją, która pozwoli użytkownikom zobaczyć, jak ich wynik wypada na tle innych osób wypełniających ankietę. To silny bodziec motywacyjny. Czasem dopiero zobaczenie, że jesteśmy „poniżej średniej”, uruchamia chęć zmiany. Oczywiście wszystko musi być zrobione w sposób bezpieczny, anonimowy i etyczny.
Prof. Piotr Dobrowolski: Zależy nam, by ankieta była wypełniana cyklicznie, na przykład raz w roku. Wtedy pacjent widzi nie tylko punktowy wynik, ale także dynamikę zmian. To bardzo ważne z punktu widzenia motywacji.
Warto też podkreślić kontekst systemowy. Ten projekt nie powstał w próżni?
Prof. Piotr Dobrowolski: To kluczowe. „10 dla Serca” powstała w ramach Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia i jest jednym z jego zadań. Owszem, byliśmy inicjatorami i „mózgami” tej koncepcji, ale od początku uczestniczyli w niej przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia, Centrum e-Zdrowia oraz eksperci Narodowego Instytutu Kardiologii. To projekt systemowy, a nie prywatna inicjatywa kilku entuzjastów.
Czy dziś w Polsce rzeczywiście jest dobry klimat dla profilaktyki?
Prof. Aleksander Prejbisz: Jest bardzo dobry. W ubiegłym roku Senat ogłosił Rok Profilaktyki i Edukacji, w tym roku podobną decyzję podjął Sejm. Coraz częściej słyszymy, że profilaktyka jest traktowana jako inwestycja, a nie koszt.
Prof. Piotr Dobrowolski: Pozwolę sobie powiedzieć przekornie: profilaktyka to najtańszy sejf, jaki możemy zafundować państwu. Zdrowe społeczeństwo lepiej radzi sobie z kryzysami – co było doskonale widoczne w czasie pandemii COVID-19. Osoby z wielochorobowością i zaniedbanym stylem życia znacznie gorzej przechodziły ten okres. Jeśli w przyszłości wydarzy się coś niekorzystnego – epidemia, kryzys, wstrząs społeczny – to to, jak przez niego przejdziemy, zależy od naszej kondycji zdrowotnej. A ta kondycja zależy od profilaktyki. Od niczego więcej.
Czyli zdrowie jako element bezpieczeństwa państwa?
Prof. Piotr Dobrowolski: Dokładnie tak. Aktywność fizyczna, racjonalne żywienie, dbanie o sen, kontrola czynników ryzyka sercowo-naczyniowego – to fundament odporności społeczeństwa.
Prof. Aleksander Prejbisz: A zdrowe społeczeństwo to podstawa bezpieczeństwa.






