Rozmowa z prof. dr. hab. n. med. Grzegorzem Dzidą
Czy pacjenci z cukrzycą typu 2 mają w Polsce odpowiedni dostęp do nowoczesnych terapii?
Niestety nie. Chociaż coraz więcej nowoczesnych terapii jest dostępnych na rynku, ich refundacja pozostaje bardzo ograniczona. W praktyce oznacza to, że wielu pacjentów nie ma szansy na leczenie zgodne z najnowszymi standardami medycznymi, ponieważ koszty nowoczesnych leków, takich jak flozyny, są poza ich zasięgiem finansowym. To duży problem, szczególnie dla osób z wysokim ryzykiem powikłań sercowo-naczyniowych, dla których te terapie mogłyby być przełomowe. Niestety, obecna polityka refundacyjna nie nadąża za postępem wiedzy medycznej.
Które leki są obecnie najtrudniej dostępne dla pacjentów?
Największe ograniczenia dotyczą flozyn, czyli inhibitorów SGLT-2 oraz agonistów receptora GLP-1. Flozyny są lekami, które mają wyjątkowo szerokie zastosowanie – nie tylko w leczeniu cukrzycy typu 2, ale także w przypadku niewydolności serca czy przewlekłej choroby nerek, niezależnie od obecności cukrzycy. Ich skuteczność w tych obszarach została potwierdzona w licznych badaniach klinicznych, dlatego w większości krajów Unii Europejskiej są one refundowane już w pierwszej lub drugiej linii leczenia. Niestety, w Polsce refundacja przysługuje dopiero w trzeciej linii, czyli dopiero wtedy, gdy dwa inne leki przeciwcukrzycowe okażą się nieskuteczne.
Dlaczego właśnie te terapie są tak ważne z punktu widzenia zdrowia publicznego?
Nowoczesne terapie, takie jak flozyny czy agoniści receptora GLP-1, nie tylko skutecznie regulują poziom glukozy we krwi, ale także wywierają pozytywny wpływ na funkcje serca i nerek. To leki, które dają pacjentowi więcej niż tylko wyrównanie cukrzycy – zapewniają tzw. protekcję narządową. Chronią przed zawałami, udarami, niewydolnością serca i przed postępującą utratą funkcji nerek. To jest właśnie ten dodatkowy benefit, który w przypadku tradycyjnych terapii nie występuje. Dodatkowo ich profil bezpieczeństwa jest bardzo dobry, co sprawia, że mogą być bez obaw stosowane nawet u pacjentów starszych, obciążonych innymi chorobami. W skali populacyjnej to potencjalnie tysiące uratowanych pacjentów i miliony złotych oszczędności dla systemu ochrony zdrowia.
Obecnie refundacja obejmuje jedynie trzecią linię leczenia. Jakie są skutki takiego ograniczenia?
To podejście stoi w sprzeczności z aktualną wiedzą medyczną i światowymi rekomendacjami. Im wcześniej wdrożymy skuteczną terapię, tym większe mamy szanse na zapobieżenie poważnym powikłaniom. Czekanie aż pacjent nie zareaguje na dwie inne terapie, by dopiero wtedy zastosować flozyny, to narażanie go na niepotrzebne ryzyko. Mamy dowody, że wcześniejsze zastosowanie flozyn znacząco zmniejsza ryzyko hospitalizacji i śmierci z powodów sercowo-naczyniowych. W praktyce oznacza to mniej cierpienia dla pacjenta i mniej obciążeń dla szpitali.
Jakie mechanizmy stoją za działaniem flozyn?
Flozyny działają na kilka sposobów. Po pierwsze, powodują wydalanie glukozy z moczem, czyli cukromocz. Wraz z glukozą z organizmu usuwane są również jony sodu, co prowadzi do tzw. natriurezy. Dodatkowo przez działanie osmotyczne zwiększa się ilość wydalanego moczu, co odciąża układ krążenia. Ale to nie wszystko. Flozyny poprawiają metabolizm serca – zwiększają produkcję tzw. łagodnych ciał ketonowych, które serce może łatwo wykorzystać jako źródło energii. Zmniejszają też ciśnienie w kłębuszkach nerkowych i redukują stres oksydacyjny, co jest szczególnie ważne dla ochrony nerek. To kompleksowe działanie sprawia, że są to jedne z najbardziej obiecujących leków we współczesnej diabetologii.
Czy są prowadzone działania mające na celu zmianę obowiązujących zasad refundacji?
Tak – i są one bardzo intensywne. Polskie Towarzystwo Diabetologiczne, we współpracy z organizacjami pacjenckimi, od lat apeluje o rozszerzenie refundacji flozyn. W 2025 roku złożona została konkretna propozycja – objęcie refundacją już drugiej linii leczenia oraz obniżenie progu hemoglobiny glikowanej do poziomu 7 proc. Taki krok byłby nie tylko zgodny z aktualnymi wytycznymi klinicznymi, ale także realnie poprawiłby sytuację tysięcy pacjentów. Co ważne, propozycja ta uzyskała pozytywną opinię Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, co pokazuje, że jest merytorycznie uzasadniona. Teraz wszystko zależy od decyzji Ministerstwa Zdrowia, a więc od kwestii ekonomicznych i politycznych.
Czy inwestycja w refundację flozyn może przynieść korzyści ekonomiczne?
Zdecydowanie tak. Hospitalizacje związane z niewydolnością serca, udarami czy przewlekłą chorobą nerek to ogromne koszty dla systemu zdrowia. Flozyny mają potencjał, aby znacząco te koszty obniżyć. Już po miesiącu stosowania widać redukcję liczby hospitalizacji z powodu niewydolności serca. To nie są dane teoretyczne — to efekt potwierdzony badaniami klinicznymi. Koszt terapii rocznej dla jednego pacjenta wynosi mniej niż 1000 zł, a efektywność kosztowa tej terapii jest blisko dziesięciokrotnie niższa niż obowiązujący próg akceptowalności kosztów w Polsce. To oznacza, że refundacja flozyn to nie wydatek, lecz inwestycja, która przynosi szybki i mierzalny zwrot finansowy.
W ostatnim raporcie Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków aż 45 proc. pacjentów wskazało brak dostępu do nowoczesnego leczenia jako najpilniejszy problem. Czy lekarze słyszą ten głos?
Zdecydowanie tak. My, jako środowisko medyczne, nie tylko słyszymy, ale i podzielamy te obawy. Raport ten doskonale obrazuje, jak duża jest skala problemu. Nowoczesne leczenie nie może być luksusem dostępnym tylko dla wybranych. Jako lekarze jesteśmy świadomi frustracji i obaw pacjentów, którzy widzą, że na Zachodzie te same leki są dostępne dużo wcześniej. Dlatego też PTD regularnie publikuje zalecenia kliniczne, w których rekomenduje stosowanie flozyn i agonistów GLP-1 nie tylko jako leków obniżających poziom glukozy, ale także jako środków chroniących układ sercowo-naczyniowy i nerki. Niestety, wciąż spotykamy się z tzw. inercją terapeutyczną — nawet lekarze, mimo wskazań, nie zawsze sięgają po nowoczesne leki, a jednocześnie system nie wspiera ich wystarczająco poprzez odpowiednie finansowanie terapii.
Czy w leczeniu cukrzycy typu 2 pojawiły się jeszcze inne istotne innowacje poza farmakologią?
Zdecydowanie tak. Diabetologia to jedna z dziedzin medycyny, która rozwija się wyjątkowo dynamicznie, nie tylko pod względem farmakoterapii, ale również technologii. Jedną z największych innowacji ostatnich lat są systemy ciągłego monitorowania glikemii (CGM), które początkowo były stosowane głównie u pacjentów z cukrzycą typu 1, ale obecnie coraz częściej znajdują zastosowanie również u osób z typem 2, zwłaszcza świeżo zdiagnozowanych. Systemy te pozwalają pacjentowi na bieżąco obserwować poziom cukru widziany na ekranie smartfona. Urządzenie wskazuje nie tylko bieżący poziom glikemii, ale również kierunek zmian – czy poziom cukru rośnie, spada, czy jest stabilny. Taka wiedza umożliwia pacjentowi lepsze zrozumienie reakcji swojego organizmu na różne sytuacje, np. posiłki, wysiłek fizyczny czy stres. To ogromna wartość edukacyjna i motywacyjna.
Czyli samo leczenie to dziś nie tylko tabletki i zastrzyki?
Dokładnie tak. Leczenie cukrzycy to złożony proces, który obejmuje farmakoterapię, edukację, psychologiczne wsparcie oraz technologię. Pacjent musi być zaangażowany, świadomy i aktywny. Dlatego tak duże znaczenie mają proste schematy terapeutyczne, np. jedna tabletka raz dziennie albo zastrzyk raz w tygodniu. Ułatwiają one przestrzeganie zaleceń, co jest kluczowe w chorobach przewlekłych. Mówimy tu o tzw. adherencji, czyli stopniu, w jakim pacjent stosuje się do zaleceń lekarskich. Z badań wynika, że w cukrzycy typu 2 zła adherencja może zwiększyć ryzyko zgonu z jakiejkolwiek przyczyny aż o 28 proc. Dlatego musimy robić wszystko, by ułatwić pacjentom leczenie, a nie je komplikować.
Jesteśmy w stanie zatrzymać epidemię cukrzycy typu 2?
To bardzo trudne zadanie, ale nie niemożliwe. Kluczem jest edukacja zdrowotna, zwłaszcza u dzieci i młodzieży. To właśnie tam musimy zacząć, ucząc zdrowych nawyków żywieniowych, zachęcając do aktywności fizycznej i profilaktycznych badań. Dlatego osobiście jestem gorącym zwolennikiem wprowadzenia do szkół przedmiotu „edukacja zdrowotna”, który byłby obowiązkowy i dawał młodym ludziom podstawową wiedzę o funkcjonowaniu organizmu, chorobach cywilizacyjnych i zdrowym stylu życia. Musimy zbudować świadomość, że zdrowie to nie jest coś oczywistego, ale wartość, o którą trzeba dbać każdego dnia. Jeśli nie zmienimy nawyków żywieniowych i nie zaczniemy promować profilaktyki, cukrzyca typu 2 nadal będzie rosła w zatrważającym tempie.
Czy coś jeszcze powinniśmy poruszyć w kontekście nowoczesnych terapii?
Warto dodać, że mimo dostępności wiedzy i danych naukowych nadal istnieją bariery społeczne i psychologiczne. W social media pojawiają się niesprawdzone informacje i obawy dotyczące nowoczesnych terapii, np. o zakażenia, nowotwory czy inne powikłania. Musimy reagować na takie fałszywe narracje, edukować społeczeństwo i zapewniać, że nowoczesne leki są bezpieczne, oczywiście pod warunkiem stosowania ich zgodnie z zaleceniami lekarskimi. Współczesna medycyna daje nam potężne narzędzia, ale to od systemu i od nas wszystkich zależy, czy zostaną one właściwie wykorzystane.
Prof. dr hab. n. med. Grzegorz Dzida, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie
Rozmawiała: Luiza Łuniewska






