DOŁĄCZ DO SUBSKRYBENTÓW

NEWSLETTERA

Prof. Marek Harat: Być może wkrótce będziemy mogli powiedzieć, że glejaki nie są już chorobą śmiertelną

Podziel się treścią:

Glejaki należą do najagresywniejszych nowotworów – nie mają wyraźnych granic, a bariera krew–mózg skutecznie chroni je przed działaniem większości leków. Dlatego rokowania pacjentów od dekad pozostają prawie niezmienne. Czy to się zmieni? Prof. dr hab. n. med. Marek Harat, neurochirurg, tłumaczy, dlaczego glejaki są tak wymagającym przeciwnikiem i gdzie upatruje się nadziei na przełom

Według najnowszego raportu Krajowego Rejestru Nowotworów glejaki są obecnie najczęściej występującymi i najbardziej agresywnymi nowotworami mózgu w Polsce.

To prawda. Zapadalność na glejaki w Polsce wynosi ok. 6 przypadków na 100 tys. mieszkańców rocznie, co oznacza, że w porównaniu z najczęstszymi nowotworami, takimi jak rak płuca, piersi czy prostaty, należą do nowotworów rzadkich. Zachorowań na glejaki nie przybywa w istotny sposób. Problem leży jednak gdzie indziej. Bo ile w innych nowotworach – także bardzo złośliwych jak czerniak czy rak nerki – osiągamy coraz lepsze wyniki leczenia, bo pojawia się coraz więcej skutecznych leków, które wydłużają życie pacjentów, a czasem wręcz pozwalają mówić o wyleczeniu, o tyle w przypadku glejaków skuteczna metoda leczenia nie istnieje. Oznacza to, że na obecnym stanie wiedzy tych pacjentów nie możemy wyleczyć – możemy jedynie starać się wydłużyć ich życie, zachowując dobrą jego jakość. W ciągu ostatnich 40 lat rokowanie pacjentów z glejakami zmieniło się w niewielkim stopniu, co wyraźnie kontrastuje z postępem w leczeniu innych nowotworów.

Dlaczego tak jest?

Są dwa główne powody. Po pierwsze – brak wyraźnej granicy guza. Glejak nacieka tkankę mózgową, wnikając pomiędzy prawidłowo funkcjonujące komórki nerwowe. Badania rezonansu magnetycznego, zwłaszcza T1 z kontrastem, pokazują jedynie część guza. Tymczasem tomografia emisyjna PET z użyciem znaczników aminokwasowych ujawnia, że glejak jest zwykle nawet dwukrotnie większy. A skoro nie widzimy całego guza, to nie możemy go całkowicie usunąć. I w przeciwieństwie do nowotworów nerek czy jelita glejaka nie możemy operować z marginesem bezpieczeństwa – nie usuniemy przecież całego mózgu.

Po drugie – bariera krew–mózg. Chroni ona mózg przed wieloma substancjami, ale jednocześnie uniemożliwia skuteczne działanie większości leków stosowanych w chemioterapii. To sprawia, że glejaki pozostają jednymi z najtrudniejszych nowotworów do leczenia.

Jak wygląda podział glejaków?

Glejaki klasyfikujemy według komórek, z których się wywodzą, oraz według stopnia złośliwości. Najbardziej złośliwy jest glejak wielopostaciowy IV stopnia. To właśnie o nim mówimy najczęściej, bo niestety występuje najpowszechniej. W glejakach można wyróżnić także gwiaździaki, skąpodrzewiaki czy wyściółczaki, które mogą mieć II, III lub IV stopień złośliwości. Najgorsze rokowanie daje jednak glejak wielopostaciowy.

Kto jest najbardziej narażony na zachorowanie? Płeć czy wiek mają znaczenie?

Różnice między płciami są niewielkie, więc trudno mówić o większej predyspozycji którejś z nich. Ryzyko zachorowania na glejaka rośnie wraz z wiekiem, choć glejaki mogą wystąpić w każdym okresie życia – także u dzieci i to w bardzo trudnych lokalizacjach takich jak pień mózgu. U dorosłych młodszy wiek poprawia rokowanie, u dzieci przebieg bywa nieco łagodniejszy.

Jak wyglądają statystyki przeżyć?

Pięcioletnie przeżycie dotyczy zaledwie kilku procent pacjentów – ok. 5, ok. 20 proc. chorych przeżywa dwa lata, a średni czas przeżycia wynosi ok. roku. Mam, co prawda, pacjentów, którzy żyją z glejakiem np. 8 lat, ale są to wyjątki.

To po czym poznać, że zachorowaliśmy? Jakie są pierwsze objawy choroby? Pacjenci chorujący na glejaka często opowiadają, że zaczęło się u nich od bólu głowy…

Najczęstszym objawem glejaka jest napad padaczkowy. Jeżeli pierwszy napad padaczki pojawia się po 14. roku życia, należy podejrzewać istnienie guza mózgu. Napady padaczkowe mogą być różne: od klasycznych, dużych napadów drgawek po subtelne epizody nieobecności czy zaburzenia węchu. Często to właśnie one są pierwszym sygnałem glejaka. Co do bólów głowy, to są one objawem mniej charakterystycznym. Mózg sam w sobie nie ma receptorów bólowych; ból pojawia się dopiero wtedy, gdy guz zwiększa ciśnienie wewnątrzczaszkowe i napina opony mózgu. Wtedy są to bóle rozpierające, często z nudnościami i wymiotami. Niebezpieczne są też zmiany w zachowaniu – np. w przypadku guzów płata czołowego pacjent traci swoje dotychczasowe zainteresowania, staje się obojętny na otoczenie. Takie objawy łatwo zbagatelizować. Inne sygnały alarmowe to zaburzenia mowy, niedowład kończyn czy problemy z połykaniem.

Brzmi to wszystko bardzo przygnębiająco. Czy w leczeniu glejaków pojawiają się nowe nadzieje? Jakie są pana przewidywania dotyczące przyszłości terapii glejaków w Polsce?

Wszystko, co do tej pory powiedziałem, brzmiało bardzo pesymistycznie. Dobra wiadomość jest natomiast taka, że na świecie prowadzi się ogromną liczbę badań nad glejakami, w których uczestniczą tysiące naukowców – od biologów i genetyków po klinicystów. Duże nadzieje wiążemy z terapiami immunologicznymi, które w innych nowotworach przyniosły przełom. Być może uda się je przenieść na grunt neuroonkologii. Poszukuje się też metod przełamania bariery krew–mózg lub ułatwienia transportu leków do mózgu. Stosowane jest także leczenie zmiennym polem elektrycznym (Tumor Treating Fields) zarejestrowane przez FDA.

A pan? W którą nową metodą terapeutyczną wierzy najbardziej?

Osobiście największe nadzieje wiążę z terapią borowo-neutronową. Polega ona na podaniu pacjentowi aminokwasów znakowanych borem, które gromadzą się w komórkach nowotworowych. Następnie mózg naświetla się neutronami, które same w sobie są nieszkodliwe, jednak w kontakcie z borem wydzielają promieniowanie niszczące wyłącznie chore komórki bez uszkadzania zdrowych neuronów. Tę terapię prowadzi się już w Japonii, Stanach Zjednoczonych i Chinach. Jeden z naszych pacjentów został wysłany do Chin na takie leczenie; mam nadzieję, że wkrótce będzie ono dostępne także w Polsce. W przypadku terapii borowo-neutronowej możliwe jest powtarzanie zabiegu nawet co kilka miesięcy. Daje to realną szansę na skuteczne kontrolowanie choroby przy zachowaniu dobrej jakości życia.

To świetna wiadomość dla pacjentów!

Tak, być może wkrótce będziemy mogli powiedzieć, że glejaki nie są już chorobą śmiertelną, a pacjenci mogą żyć wiele lat bez utraty sprawności oraz pamięci. Pamiętajmy, że jedną z zasad leczenia glejaków jest niedoprowadzenie do pogorszenia jakości życia. Mózg jest narządem szczególnym, decyduje o tym, że możemy mówić o człowieku jako o niepowtarzalnej jednostce. Wyleczenie guza kosztem odebrania pacjentowi pamięci, świadomości czy przykucia go do łóżka nie jest żadnym sukcesem. Niestety, glejak ma to do siebie, że rozrasta się pomiędzy funkcjonującymi prawidłowo komórkami układu nerwowego. To poważny problem. Na szczęście dziś lepiej znamy już granicę tego guza, dzięki czemu możemy działać skuteczniej.

Rozmawiała: Ewa Podsiadły-Natorska

Prof. dr hab. n. med. Marek Harat – konsultant kliniczny w dziedzinie neurochirurgii Kliniki Neurochirurgii 10 Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką SPZOZ w Bydgoszczy, twórca współczesnej psychochirurgii, doktor honoris causa Politechniki Bydgoskiej, pułkownik w stanie spoczynku.

Na początku 2026 r. w Centrum Onkologii w Bydgoszczy rozpocznie się rekrutacja do nowego, eksperymentalnego badania klinicznego zmiennym polem elektrycznym (Tumor Treating Fields) dla pacjentów ze wznową glejaka wielopostaciowego. Projekt otrzymał rekordowy grant od Agencji Badań Medycznych – 74 mln zł. Kierownikiem badań jest prof. Maciej Harat z Zakładu Neuroonkologii i Naurochirurgii bydgoskiego Centrum Onkologii, syn prof. Marka Harata.

Ewa Podsiadły-Natorska
Ewa Podsiadły-Natorskahttp://www.epnatorska.pl
Dziennikarka, redaktor prowadząca "Świat Lekarza", autorka książek. Laureatka nagród i wyróżnień, należy do Stowarzyszenia Dziennikarze dla Zdrowia oraz Dziennikarskiego Klubu Promocji Zdrowia.

Więcej od autora

Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

ŚWIAT LEKARZA i ŚWIAT LEKARZA 3D w Twojej skrzynce mailowej: