Krajowa Sieć Onkologiczna, koordynatorzy prowadzący pacjentki przez system, przygotowania do uruchomienia wyspecjalizowanych ośrodków leczenia nowotworów ginekologicznych oraz coraz szerszy dostęp do diagnostyki molekularnej – to tylko część zmian, które mają poprawić wyniki leczenia nowotworów narządu rodnego. O tym, gdzie dziś znajduje się polska ginekologia onkologiczna, opowiada prof. dr hab. n. med. Mariusz Bidziński
W ostatnich latach wiele mówi się o potrzebie kompleksowej i skoordynowanej opieki nad pacjentkami z nowotworami narządu rodnego. Jak pan ocenia obecny model opieki onkologicznej w ginekologii onkologicznej w Polsce?
Zdecydowanie się poprawia. Jeszcze kilka lat temu opieka była rozproszona, co stanowiło duży problem zarówno dla pacjentek, jak i personelu medycznego. Dziś funkcjonuje Krajowa Sieć Onkologiczna (KSO) oparta na ośrodkach o różnych poziomach referencyjności; jej założeniem jest ścisła współpraca pomiędzy placówkami, niezależnie od miejsca zamieszkania pacjentki. Bardzo ważnym elementem tego systemu są wielodyscyplinarne zespoły terapeutyczne. To one wspólnie planują diagnostykę i leczenie, aby pacjentka miała dostęp do porównywalnych standardów opieki w całym kraju. Oczywiście jest to proces, którego nie da się wdrożyć z dnia na dzień. System nie działa jeszcze idealnie, ale po roku są już widoczne pierwsze efekty, szczególnie w ośrodkach, które uczestniczyły w pilotażu KSO (m.in. świętokrzyskim, dolnośląskim, podlaskim). Cały system stopniowo nabiera rozpędu i sądzę, że w ciągu najbliższych dwóch lat będzie funkcjonował znacznie sprawniej.
Jedną z najważniejszych zmian jest pojawienie się koordynatorów opieki. W przypadku leczenia skojarzonego, obejmującego chirurgię, radioterapię czy leczenie systemowe, pacjentce trudno było wcześniej odnaleźć się w systemie. Koordynator pomaga przejść przez kolejne etapy terapii, pilnuje terminów i właściwej kolejności działań. Z naszych analiz wynika, że pacjentki bardzo wysoko oceniają tę formę wsparcia.
Jakie znaczenie dla tego procesu będzie miało wdrożenie elektronicznej karty e-DILO?
Bardzo duże. Obecnie funkcjonujemy głównie w oparciu o dokumentację papierową. Karta e-DILO pozwoli gromadzić dane dotyczące całej ścieżki pacjenta i monitorować kluczowe wskaźniki jakości, dzięki czemu będzie można dokładnie ocenić zarówno sprawność organizacyjną systemu, jak i efekty leczenia. Czekamy obecnie na zakończenie procesu legislacyjnego. Początkowo zakładano, że karta e-DILO zacznie funkcjonować już w tym roku, jednak realnie spodziewam się jej wdrożenia jesienią, pod koniec roku lub na początku 2027. Równolegle pracujemy nad stworzeniem modelu wyspecjalizowanych ośrodków leczenia nowotworów ginekologicznych działających na wzór breast unitów czy colon unitów. Dokumenty zostały już przygotowane i przekazane do konsultacji. Otrzymaliśmy pozytywne opinie środowisk współpracujących z ginekologią onkologiczną, dlatego liczę, że w niedalekiej przyszłości trafią do Ministerstwa Zdrowia. Mam nadzieję, że pierwsze takie ośrodki będą mogły rozpocząć działalność w przyszłym roku.
Szybka i właściwa diagnostyka jest jednym z najważniejszych warunków skutecznego leczenia. Na jakich etapach ścieżki pacjentki najczęściej dochodzi do opóźnień?
To prawda, że diagnostyka ma fundamentalne znaczenie, ponieważ od jej jakości zależy późniejsze leczenie. Inaczej postępujemy w przypadku nowotworu wykrytego we wczesnym stadium, inaczej przy chorobie zaawansowanej. Musimy bardzo dokładnie określić typ nowotworu i jego cechy biologiczne, ponieważ od tego zależy dobór terapii. Jednym z problemów pozostaje diagnostyka patomorfologiczna; część placówek korzysta z zewnętrznych pracowni wykonujących jedynie podstawowe badania, tymczasem coraz częściej konieczne są zaawansowane analizy, takie jak badania molekularne czy immunohistochemiczne. Jeśli nie zostaną wykonane od razu, materiał trzeba konsultować ponownie, a to spowalnia proces diagnostyki i tym samym opóźnia wdrożenie leczenia, nie mówiąc o niepotrzebnych kosztach.
Drugim wyzwaniem jest radiologia. Samo wykonanie badania nie wystarczy – potrzebny jest jeszcze specjalista, który je opisze. Zdarzały się sytuacje, gdy pacjentki czekały na wynik nawet 6–8 tygodni. To absolutnie nieakceptowalne.
Istotne znaczenie ma również prawidłowe założenie karty DILO, która umożliwia szybszą ścieżkę diagnostyczną. Jeśli karta nie zostanie wystawiona, pacjentka trafia do standardowej kolejki, co może wydłużyć czas oczekiwania na badanie. Warto jednak podkreślić, że sytuacja się poprawia. W Narodowym Instytucie Onkologii jeszcze dwa lata temu na opis niektórych badań czekało się 2–3 tygodnie. Dziś nie trwa to dłużej niż 5 dni roboczych.
Dla pacjentki każdy tydzień oczekiwania to ogromny stres.
Oczywiście. Trzeba jednak pamiętać, że równie ważna jest precyzja diagnostyki. Często spotykam się z oczekiwaniem, że leczenie powinno rozpocząć się natychmiast. Tymczasem nie można leczyć „w ciemno”. Nie są to metody obojętne dla organizmu, zatem muszą być dobrane do konkretnego typu nowotworu. Jeśli miałbym postawić na wadze czas i precyzję rozpoznania, zawsze wybiorę precyzję. W ramach KSO przyjęto, że diagnostyka wstępna do momentu uzyskania wyniku histopatologicznego nie powinna trwać dłużej niż 4 tygodnie, a diagnostyka pogłębiona, obejmująca m.in. badania obrazowe, kolejne 3 tygodnie. Łącznie daje to 7 tygodni i taki standard jest akceptowany również w innych krajach.
Które nowotwory ginekologiczne stanowią dziś największe wyzwanie pod względem skuteczności leczenia?
Zdecydowanie rak jajnika. Ok. 70 proc. przypadków rozpoznajemy już w zaawansowanym stadium choroby. Problem polega na tym, że objawy są niespecyficzne i często przypominają dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego. Nawet doświadczeni lekarze nie zawsze od razu kierują diagnostykę na właściwe tory.
Rak szyjki macicy nie powinien już być tak dużym problemem, ponieważ dysponujemy skuteczną profilaktyką pierwotną i wtórną. Warunkiem jest jednak korzystanie z niej. W Polsce nadal zbyt wiele kobiet nie wykonuje badań profilaktycznych i nie korzysta ze szczepień przeciwko HPV. Mimo to obserwujemy spadek umieralności; jeszcze kilkanaście lat temu z powodu raka szyjki macicy umierało ponad 2 tys. kobiet rocznie, dziś jest to ok. 1400.
Wyzwaniem pozostaje też rak trzonu macicy, który w dużej mierze związany jest z problemami cywilizacyjnymi – do głównych czynników ryzyka należą otyłość, nadciśnienie tętnicze i cukrzyca. Na szczęście ten nowotwór stosunkowo wcześnie daje objawy, najczęściej nieprawidłowe krwawienia, dzięki czemu częściej rozpoznajemy go we wczesnych stadiach.
Coraz większą rolę w onkologii odgrywa diagnostyka molekularna i leczenie personalizowane. Czy polskie pacjentki mają do nich dostęp?
Tak. Problemem pozostaje jednak to, aby wszystkie pacjentki były do nich kierowane. Lekarze zajmujący się onkologią są już bardzo dobrze przygotowani do wykorzystywania badań molekularnych, natomiast część specjalistów pracujących poza dużymi ośrodkami nie zawsze pamięta o konieczności kierowania pacjentek na odpowiednie badania genetyczne. Dlatego tak ważna jest edukacja i ciągłe szkolenia. Widzimy jednak wyraźną poprawę, a KSO dodatkowo wspiera ten proces.
Jeśli chodzi o leczenie personalizowane, Polska nie ma dziś powodów do kompleksów. W ostatnich latach MZ zaakceptowało wiele nowych programów lekowych i nowoczesnych terapii. Nie jesteśmy w tyle za Europą – w niektórych obszarach stanowimy wręcz przykład dobrze zorganizowanego dostępu do nowoczesnego leczenia. Jako onkolog chciałbym jednak przede wszystkim zapobiegać chorobom, a nie je leczyć. Największą satysfakcję dawałaby mi sytuacja, w której rak szyjki macicy przestałby być problemem zdrowotnym dzięki skutecznej profilaktyce. W przypadku raka trzonu macicy kluczowe jest identyfikowanie grup wysokiego ryzyka. Najtrudniejszym wyzwaniem pozostaje rak jajnika, ale również tutaj trwają intensywne badania nad metodami wcześniejszego wykrywania. Mam nadzieję, że w najbliższych latach będziemy mogli mówić o kolejnych przełomach.
Rozmawiała: Ewa Podsiadły-Natorska
Prof. dr hab. n. med. Mariusz Bidziński
specjalista ginekolog położnik i ginekolog onkolog, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej, pełnomocnik dyrektora Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie ds. wdrożenia Krajowej Sieci Onkologicznej, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej, autor i współautor podręczników i publikacji w medycznych czasopismach krajowych oraz zagranicznych




