Więcej

    Prof. Janusz Skalski: Sukcesy i wyzwania dla polskiej kardiochirurgii

    Brakuje kardiochirurgów, którzy chcą się specjalizować w tym zawodzie, bo jest źle płatny. Większość ośrodków kardiochirurgii w Polsce, a zwłaszcza dziecięcej, nie ma narybku, nie ma bowiem zachęty do podjęcia pracy w tej specjalności – mówi prof. Janusz Skalski, kierownik Oddziału Kardiochirurgii i Intensywnej Opieki Kardiochirurgicznej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie.

    Od lat polska kardiochirurgia dziecięca jest na światowym poziomie. Jakie osiągnięcia zdecydowały o tym sukcesie?

    Niewątpliwie  sukcesem  jest  to,  że  operujemy w Polsce, a zwłaszcza w Krakowie, najcięższe złożone wady serca, te najbardziej skomplikowane i dawniej uznawane za nieoperacyjne. Uzyskujemy wyniki leczenia, które stawiają nas na wysokiej pozycji międzynarodowej. Z jednej strony podjęliśmy się operowania najbardziej złożonych wad i tych z pogranicza operacyjności, a mamy bardzo dobre wyniki. Jeśli chodzi o wskaźnik trudności operacji, czyli skomplikowania wad serca poddawanych operacji, to tu również jesteśmy w europejskiej czołówce. Wysoki wskaźnik jest w Łodzi i Warszawie oraz Katowicach, Poznaniu i Gdańsku. Oprócz wysokiego wskaźnika trudności, optymizmem napawa nas też niska śmiertelność chorych. To sedno sprawy.

    Które wady są najtrudniejsze i stanowią największe wyzwanie?

    To ogromna grupa wad, które są zaliczane do pojedynczej komory serca. Do tej grupy należy m.in. zespół niedorozwoju lewego serca (obejmuje zwężenie, niedorozwój lub zarośnięcie zastawki mitralnej, różnego stopnia niedorozwój bądź brak lewej komory, zwężenie, niedorozwój albo zarośnięcie zastawki aortalnej oraz niedorozwój aorty wstępującej i łuku aorty – przyp. red.). To wady wymagające wieloetapowego leczenia. Etapowe leczenie to duma polskiej kardiochirurgii, ponieważ fakt, że pacjent przeżył pierwszy etap, o niczym jeszcze nie świadczy. Dążymy do tego, aby dziecko przeżyło do kolejnych etapów. Dawniej dzieci ginęły, nie doczekawszy kolejnych operacji. Niska śmiertelność przełożyła się jednak na wydłużenie kolejki oczekujących. Nie przybywa chorych dzieci, ale przybywa operacji w złożonych wadach. Drugim sukcesem jest to, że od 2010 roku wdrożyliśmy u dzieci program mechanicznego, długoterminowego wspomagania krążenia (krótkoterminowe w postaci ECMO było stosowane od 1996 roku). To bardzo drogie procedury, dlatego nikt wcześniej nie odważył się tego robić. Obawiano się, że to pieniądze wyrzucone w błoto, a szansa na przeżycie wydawała się znikoma. Życie pokazało, że wręcz odwrotnie, to było bardzo potrzebne. Dzięki sztucznym komorom serca i pompom wirowym dokonał się przełom, wiele dzieci dostało nową szansę na przeżycie. W przyszłości chore dzieci będą wymagały kontynuacji leczenia, a my nie jesteśmy w pełni przygotowani na dalszy ciąg.

    To znaczy?

    Sukces, którym okazało się wprowadzenie mechanicznego wspomagania krążenia, wymaga podjęcia dalszych działań. Pacjenci są w stanie żyć dzięki pompom kilka lat, później trzeba będzie kolejnej interwencji kardiochirurgicznej, przeprowadzenie przeszczepienia serca lub wszczepienia czegoś, co stanie się stałym wspomaganiem krążenia. Te sukcesy pociągają w skutkach kolejne problemy. Nie jesteśmy w stanie wszystkim zapewnić przeszczepienia serca, bo w naszym kraju stałym, ogromnym problemem jest brak dawców narządów.

    Czy w najbliższych latach dojdzie do przełomu w leczeniu wad serca?

    Na razie nie wiemy, co nam przyniesie rozwój medycyny. Gdy podejmujemy operację u noworodka z ciężką, złożoną wadą serca i pada pytanie, czy warto ją przeprowadzać, skoro taki pacjent przeżyje np. zaledwie 20 lat, odpowiadam, że nie mamy pojęcia, co będzie za 20 lat, więc nie możemy odmawiać operacji. Zresztą nigdy nie odmawiamy, niezależnie od argumentacji. Mechaniczne wspomaganie krążenia dziś wciąż jest wysoce niedoskonałe, dlatego że pojawiają się skrzepliny w układzie, zużywa się ono, wytrzymuje jedynie kilka lat, ponadto u pacjenta mnożą się liczne powikłania. Być może w bliższej lub dalszej przyszłości medycyna zdoła doprowadzić do regeneracji mięśnia sercowego, płuc, odtwarzania narządu albo wytwarzania narządu do przeszczepienia. To cztery rzeczy, które w przyszłości mogą wpłynąć na to, że długość życia chorych się wydłuży. A więc priorytetami są: inżynieria genetyczna, wdrożenie do zastosowania klinicznego w naszej dziedzinie komórek macierzystych, wprowadzenie do powszechnego użycia czynnika angiogennego, by móc regenerować płuca i serce. To czynniki, które mogą zmienić nasze spojrzenie na długofalowe leczenie złożonych wad serca.

    Mówił Pan o wydłużających się kolejkach do operacji serca. Co powinno się zmienić w tej materii?

    Kardiochirurgia dziecięca jest niedofinansowana, nie ma ludzi do pracy. Dochodzimy do katastrofy organizacyjnej. Brakuje kardiochirurgów, którzy nie chcą się specjalizować w tym zawodzie, bo jest źle płatny. Kardiochirurg nie pracuje w prywatnym gabinecie, przyjmując pacjenta jednego za drugim, ale siedzi na sali operacyjnej po kilkanaście godzin dziennie i nie zbija kokosów. Większość ośrodków kardiochirurgii w Polsce, a zwłaszcza dziecięcej, nie ma narybku, nie ma bowiem zachęty do podjęcia pracy w tej specjalności. Od wielu lat mówię głośno o konieczności zorganizowania ogólnokrajowej akcji mającej na celu zachęcenie młodych ludzi do wybrania tego zawodu. Medialne przygotowanie społeczeństwa i absolwentów wydziałów lekarskich do tego, by zrozumieli, jak ważna jest to dziedzina i że trzeba się w niej kształcić, byłoby wstępem do rozwiązania tego problemu. Podobnie rzecz się ma z innymi gałęziami medycyny. Brakuje anestezjologów, którzy nie chcą pracować z kardiochirurgami, bo muszą być do dyspozycji od rana do nocy. Wolą znieczulać w krótszych zabiegach, np. w wycinaniu migdałków. Ubolewam, że nie ma woli systemowego uregulowania tego problemu. Mamy miejsca rezydenckie, ale nikt nie chce przyjść do pracy. Odnoszę wrażenie, że nasz zawód szanowany jest wszędzie w Europie, z wyjątkiem Polski. Powinniśmy brać przykład choćby z Czechów, Słowaków, Litwinów, którzy zarabiają znakomicie i czują się doceniani.

    Rozmawiała Agnieszka Niesłuchowska

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3D

    Najnowsze artykuły

    Dziewiąta symfonia Krzysztofa Pendereckiego

    „Mieszkać mogę wszędzie. Żyć – tylko w Lusławicach. Postanowiłem zawrzeć z naturą pakt szczęśliwości” – tak powtarzał Krzysztof Penderecki. Do wizyty w...

    Hiperbaria – kiedy tkanki i narządy wołają o tlen

    W wielu schorzeniach dochodzi do takiego uszkodzenia tkanek i narządów, że aby się zregenerować, wymagają one zwiększonej ilości tlenu. Jedną z metod...

    Prof. Janusz Skalski: Sukcesy i wyzwania dla polskiej kardiochirurgii

    Brakuje kardiochirurgów, którzy chcą się specjalizować w tym zawodzie, bo jest źle płatny. Większość ośrodków kardiochirurgii w Polsce, a zwłaszcza dziecięcej, nie...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D