DOŁĄCZ DO SUBSKRYBENTÓW

NEWSLETTERA

Prof. Mariusz Wyleżoł: W chorobie otyłościowej konieczne są dalsze zmiany

 

W terapii chorych na otyłość olbrzymią dużo zmieniło się na dobre w ostatnich latach. Mam tu na myśli wprowadzenie zabiegów z zakresu chirurgii bariatrycznej do koszyka świadczeń gwarantowanych i ich finansowanie ze środków publicznych oraz uruchomienie programu pilotażowego kompleksowego leczenia chirurgii otyłości olbrzymiej KOS BAR, przed dwoma laty. Jest to jeden z najnowocześniejszych programów na świecie, pozwalający na kompleksowe leczenie osób z najbardziej zaawansowanymi postaciami choroby otyłościowej – mówi prof. Mariusz Wyleżoł, chirurg bariatra, kierownik Warszawskiego Centrum Kompleksowego Leczenia  Otyłości i Chirurgii Bariatrycznej w Szpitalu Czerniakowskim.

Jeszcze nie tak dawno pacjentowi z nadmiernym BMI, który pojawiał się w gabinecie lekarskim, lekarz radził, aby mniej jadł i więcej się ruszał. Na ulicach widać sporo osób mierzących się z otyłością. Czy to oznacza, że nie są diagnozowani i leczeni pod tym kątem?

Zmiany w podejściu do tej choroby ostatnio są wyraźnie dostrzegalne. Zacznijmy od tego, co najbardziej istotne. Dzięki wynikom badań naukowych wiemy dziś, że otyłość nie wynika z przejadania się, braku aktywności fizycznej, ale że jest to choroba wynikająca z neurohormonalnych zaburzeń równowagi energetycznej organizmu. Wiemy także, że jest to choroba przewlekła, wymagająca leczenia jak inne schorzenia przewlekłe. Dlatego w przypadku takiego pacjenta należy przede wszystkim postawić rozpoznanie choroby otyłościowej i poinformować go, że na nią choruje, przekazać, z jakimi zagrożeniami dla zdrowia ona się wiąże oraz że można i powinno się ją leczyć. Bo nieleczona choroba otyłościowa może doprowadzić do rozwoju licznych powikłań, prowadzących do niepełnosprawności, a nawet zgonu. A tych powikłań może być ok. 200! Niestety z przykrością stwierdzam, że ta wiedza naukowa, którą dziś mamy, wynikająca z konkretnych badań, z wielkim trudem przebija się do świadomości społecznej. Podobnie jest z potocznym językiem dotyczącym choroby otyłościowej. Czy słyszała pani, żeby ktoś powiedział: „A wiesz, ta moja sąsiadka choruje na otyłość”? No właśnie. Ona powie: „Jaka ta Kaśka zrobiła się gruba. Jakby tyle nie żarła, to by taka gruba nie była”. Niestety, ale to potoczny język, niezgodny z wynikami badań naukowych, kształtuje świadomość społeczeństwa dotyczącą tej choroby. Często zadaję sobie pytanie, jak możemy to zmienić.

Przede wszystkim musimy być świadomi, że istotą choroby otyłościowej nie jest nadmiar gromadzącego się tłuszczu, ale mechanizmy, które do tego prowadzą. To choroba na całe życie, wymagająca długotrwałego leczenia.

A co do lekarzy, nie zawsze zwracających uwagę na tę chorobę, to, oczywiście nie oceniając ich, sądzę, że mogło to wynikać z naszej bezradności w jej leczeniu. Mówię „mogło”, gdyż to zaczyna się zmieniać. Bo jeśli lekarz rozpoznaje chorobę, następnym krokiem powinno być jej leczenie. A przez długie lata nie mieliśmy leków do postępowania w chorobie otyłościowej, nie dysponowaliśmy żadną terapią farmakologiczną. W zasadzie jedyną opcją terapeutyczną była chirurgia bariatryczna, zarezerwowana dla jej najbardziej zaawansowanych postaci. Pojawienie się farmakoterapii można uznać za największy przełom w leczeniu otyłości. Dzięki niej możemy pomóc pacjentom we wcześniejszych stadiach choroby, chroniąc ich przed jej postępem i koniecznością interwencji chirurgicznej.

Wróćmy jeszcze do pacjenta z chorobą otyłościową, która już dokonała spustoszeń w jego organizmie, powodując liczne powikłania. Kiedy taki pacjent pojawi się w gabinecie lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, to czy zmiany, o których Pan mówi, sprawią, że lekarz nie tylko zajmie się wyłącznie leczeniem nadciśnienia, choroby wieńcowej, hipercholesterolemii, ale też zwróci uwagę na chorobę otyłościową?

Na pewno powinien brać to pod uwagę. Co z tego, że pacjent otrzyma leki na wspomniane schorzenia, jeśli choroba otyłościowa będzie się u niego nadal rozwijać, prowadząc do dalszego postępu powikłań i rozwoju kolejnych? Teraz, kiedy pojawiły się możliwości leczenia farmakologicznego, należy z nich korzystać. I uświadamiać pacjentów, czym grozi lekceważenie choroby otyłościowej.

Czy pacjenci są chętni do takiego uświadamiania?

To przede wszystkim rola lekarzy, ale jestem optymistą i sądzę, że także w kwestii edukacji oraz świadomości jest coraz lepiej. Pacjent, który otrzyma od lekarza szczegółową informację na temat choroby otyłościowej, jej konsekwencji i możliwości leczenia, zapewne zechce podjąć terapię. I muszę podkreślić, że coraz więcej lekarzy, różnych specjalności, bierze udział w szkoleniach, kształcą się pod kątem stosowania skutecznych metod leczenia otyłości. Sam prowadzę wiele takich szkoleń i widzę duże zainteresowanie lekarzy tym tematem, zwłaszcza młodych.

Mówiąc o farmakoterapii, nie sposób nie odnieść się do leków przeznaczonych do leczenia cukrzycy, a stosowanych na redukację masy ciała.

Problem polega na tym, że nawet jeśli leki mają te same cząsteczki, to w różnych schorzeniach należy je stosować w różnych dawkach: inaczej w chorobie otyłościowej, inaczej w cukrzycy. Ale o tym może decydować wyłącznie lekarz. Dlatego leków przeciwcukrzycowych nie wolno traktować jak przeciwotyłościowych, choć mają tę samą substancję czynną. Chorzy wiedzą, że te leki wykazują duży potencjał, ale nie wiedzą (albo nie chcą wiedzieć), że leczenie choroby otyłościowej to terapia spersonalizowana.

Jak powinna wyglądać taka terapia?

Są dwa cele do osiągnięcia. Pierwszy to powstrzymać rozwój choroby, drugi – redukcja masy ciała, a tym samym doprowadzenie do ustąpienia powikłań lub zmniejszenia ich ryzyka. Wprowadzone ostatnio leki do podawania w chorobie otyłościowej mają dwucyfrowy potencjał w zakresie redukcji masy ciała, tzn. prowadzą do średniego spadku masy ciała o 16-18%. Jest jeszcze trzeci cel i nie wiem, czy nie najważniejszy: wpływ tych leków na regulację spożycia pokarmów. Kiedy rozmawiam z chorymi o ich chorobie, to zazwyczaj słyszę, że większość czasu w ciągu dnia pochłania im myśl o jedzeniu, na zasadzie: „Zjeść, nie zjeść, kiedy zjeść, co zjeść, znowu zjadłem, a nie powinienem, nie mam silnej woli, znowu sobie nie poradziłem, znowu przegrałem, muszę coś z tym zrobić” itd. Włączenie tych leków u wielu chorych stabilizuje powyższe myśli, odczucia, i mówią: „Nareszcie mogę pomyśleć o czymś innym, a nie tylko o jedzeniu, nie muszę walczyć z lodówką, nareszcie mogę spokojnie pójść na zakupy, czuję się wolnym człowiekiem, mogę jeść tak, jak mówił mi dietetyk” itd.

Myślę, że osobom niechorującym na otyłość jest bardzo trudno zrozumieć, co przeżywają ludzie zmagający się z tą chorobą, od których oczekuje się samowyleczenia, tzn. żeby jedli mniej i ruszali się więcej – a przecież nie jest to możliwe. Na szczęście dzięki lekom możemy zmienić te odczucia i nie wiem, czy nie jest to najważniejszy efekt ich działania.

Jakie zmiany systemowe, które do tej pory w Polsce dokonały się w leczeniu otyłości, uważa Pan za kluczowe, a jakie powinny być wprowadzone?

W Polsce na otyłość choruje ok. 8 mln dorosłych. U większości doprowadziła ona do rozwoju powikłań, np. nadciśnienia tętniczego, cukrzycy typu 2, zmian zwyrodnieniowych stawów czy nowotworów złośliwych. Na leczenie tych powikłań wydajemy z budżetu NFZ miliardy złotych. Można byłoby uniknąć tych kosztów, lecząc skutecznie otyłość. W terapii chorych na otyłość olbrzymią dużo zmieniło się na dobre w ostatnich latach. Mam tu na myśli wprowadzenie zabiegów z zakresu chirurgii bariatrycznej do koszyka świadczeń gwarantowanych i ich finansowanie ze środków publicznych oraz uruchomienie programu pilotażowego kompleksowego leczenia chirurgii otyłości olbrzymiej KOS BAR, przed dwoma laty. Jest to jeden z najnowocześniejszych programów na świecie, pozwalający na kompleksowe leczenie osób z najbardziej zaawansowanymi postaciami choroby otyłościowej. Martwi nas tylko, że ostatnie operacje w tym programie wykonano w tym roku, a na horyzoncie nie widać rozwiązania, które weszłoby na stałe do naszego systemu opieki zdrowotnej. Mówiąc po studencku: powstanie wielka dziura w opiece nad tą grupą chorych, której nie da się załatać. Jest jeszcze trochę czasu, żeby to zmienić i mam nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia podejmie w tym kierunku działania.

Na pewno powinien być także wprowadzony program leczenia zachowawczego otyłości dla pacjentów z wcześniejszymi stadiami choroby otyłościowej. Takie rozwiązanie zostało już opracowane przez zespół powołany przez ministra zdrowia, pod nazwą KOS BMI 30 PLUS, i mam nadzieję, że ono też zostanie jak najszybciej wprowadzone.

Musimy być świadomi, że leczenie chorych na otyłość przynosi korzyść nam wszystkim: pacjentom ratuje życie, a systemowi opieki zdrowotnej pozwala na oszczędności, wynikające z ustępowania powikłań otyłości i braku konieczności finansowania ich leczenia.

Rozmawiała: Bożena Stasiak

Bożena Stasiak
Bożena Stasiak
Dziennikarka z wieloletnim stażem, pisała m.in. dla „Super Expressu”. Laureatka prestiżowych nagród i wyróżnień dziennikarskich, w tym Nagrody Zaufania „Złoty Otis” w kategorii Media i Zdrowie w 2019 r. Absolwentka Lingwistyki Stosowanej na Uniwersytecie Warszawskim, dziennikarstwa podyplomowego na UW i Germanistik-Journalistik na Uniwersytecie w Lipsku. Autorka reportaży i poradników.

Więcej od autora

Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D