Więcej

    Bożena Stasiak: Epidemie zmieniały historię. Fragment książki „Pandemia. Dzieje zarazy”

    Epidemie zmieniały historię. Jednym narodom wychodziło to na lepsze, innym na gorsze. Konsekwencją były nowe układy polityczne, nowe zasady funkcjonowania społeczeństwa, głębokie zmiany w życiu religijnym.

    JAK STAROŻYTNY RZYM STRACIŁ SWOJĄ SIŁĘ

    W latach 165-180 n.e. imperium rzymskie pod rządami Marka Aureliusza i Lucjusza Werusa szykowało się na podbój ziem leżących na wschód i nawet dużo dalej, regionów zamieszkałych przez plemiona galijskie i germańskie. Żołnierze byli świetnie przygotowani, władcy już planowali, jakie korzyści odniosą ze zdobycia nowych terenów, bo porażki w ogóle nie brali pod uwagę. Stało się jednak inaczej. Podczas oblężenia Selencji nad Tygrysem wśród legionistów wybuchła zaraza, która kładła ich pokotem. Wieść niesie, że przyczyną zarazy była niesubordynacja i chciwość jednego z żołnierzy, który wszedł do świątyni Apollona i przekłuł mieczem złotą szkatułę, licząc na szybkie bogactwo.  Ale zamiast złotych kosztowności ze szkatuły zaczął się wydobywać duszący pył, który błyskawicznie ogarnął ciało złodzieja. Kiedy ten dotarł do obozu, już prawie wszyscy leżeli, ogarnięci gorączką i pokryci krostami oraz ropiejącymi wrzodami. Wielu skręcało się z powodu czarnej, cuchnącej biegunki. Co to była za zaraza, do dziś nie zostało jednoznacznie wyjaśnione. Szybko przemieszczała się na kolejne tereny, dziesiątkując ludność od Persji po Ren, i jeszcze dalej. Najwybitniejszy lekarz epoki, słynny Galen określał ją po prostu jako „wielką zarazę”, późniejsi lekarze sądzili, że mogła to być ospa lub odra.

    Marek Aureliusz, który planował kolejne wyprawy, musiał z nich zrezygnować, gdyż zabrakło mu żołnierzy. Jak najszybciej musiał wydawać nowe edykty, związane z coraz wyższą śmiertelnością wśród mieszkańców. Jednym z nich był edykt, jak zapobiegać przywłaszczaniu cudzych grobów i jak za to karać.

    Rzym zaczął się wówczas chylić ku upadkowi, miasto i okoliczne prowincje podały w ruinę. A to jeszcze nie był koniec „wielkiej zarazy”. Podobna wybuchła w 250 n.e., nazwana plagą Cypriana. Po śmierci Marka Aureliusza i Lucjusza Werusa, którzy też stali się ofiarami zarazy, nastał czas głodu, gdyż nie było komu obsiewać pól, nie rodziły się dzieci, zaczął panować chaos, regres gospodarczy. To wszystko doprowadziło Rzym do tzw. wielkiego kryzysu III wieku.

    FANATYZM Z „CZARNEJ ŚMIERCI”

    „Czarna śmierć” do Europy wpłynęła (dosłownie) wraz z wpłynięciem do portu w Messynie (Sycylia) dwunastu galer, których załogi zaraziły się na Krymie. Już po sześciu miesiącach połowa ludności albo umarła, albo uciekła. Pandemia prawdopodobnie zaczęła się w Chinach, w 1333r., wraz z klęską głodu. W 1347r. szalała już we Włoszech, Bizancjum, a poprzez drogi handlowe i morskie docierała do wszystkich zakątków Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

    Dżuma doprowadziła nie tylko do upadku gospodarczego, ale moralnego. „Apokaliptyczny wybuch dżumy wstrząsnął ładem moralnym świata” – donoszono w późniejszych opisach. W wielu regionach torturowano i mordowano marginalne grupy społeczne i etniczne, które uważano za sprawców choroby. Prześladowani byli zwłaszcza Żydzi, którym m. in. zarzucano zatruwanie studni i tym samym wywoływanie zarazy. Powszechne stały się zabójstwa, zamieszki, niszczenie domostw, sklepów. Normy społeczne przestały obowiązywać, zwyciężał wszechobecny fanatyzm.

    Epidemia dżumy, jaka nawiedziła w latach 1575-1577 Wenecję, okazała się mniej dramatyczna w skutkach społecznych i politycznych niż poprzednie epidemie. Przede wszystkim władze zadbały o to, żeby odizolować chorych. Do walki z chorobą przeznaczono dwa szpitale, w jednym z nich lokowano chorych i przedmioty „zakaźne”, w drugim podejrzanych o chorobę i „podejrzane” przedmioty. Wenecja była wówczas świetnie rozwijającym się ośrodkiem handlowym, dokonywała kroków w tamtym okresie nowoczesnych i wyprzedzających epokę. Poczynania ówczesnych władców Wenecji przez całe następne stulecia były uznane za wzorcowe. Zostali powołani urzędnicy, którzy mieli prowadzić dokładne listy zmarłych na dżumę. Chorych lub podejrzanych o zakażenie przewożono do lazaretów, a ich domy były zamykane. Dzięki tak skrupulatnie prowadzonym statystykom, dziś wiadomo, że w latach 1575-1577 w Wenecji zmarło na dżumę ok. 50 tys. osób.

    „HISZPANKA” – MASOWY MORDERCA

    W dziejach ludzkości zdarzało się wiele epidemii i pandemii grypy, i naukowcy są pewni, że to była grypa, a nie inne choroby zakaźne, to tylko ta jedna, z 1918r., nazywana „hiszpanką”, dokonała tak ogromnego spustoszenia i została uznana za najgroźniejszą. Cechowała ją bardzo wysoka śmiertelność, zwłaszcza wśród osób młodszych, w wieku 20-40 lat (ponad 90 proc. osób w wieku powyżej 65 lat „hiszpankę” przeżyło) i szybkość rozprzestrzeniania się. Jeden z amerykańskich wirusologów nazwał ją „nigdy nieosądzonym masowym mordercą” Jakże trafnie!

    Na całym świecie grypę z 1918r. nazywa się „hiszpanką”, mimo że wcale nie zaczęła się ona w Hiszpanii, a prawdopodobnie we Francji. Nazwa wzięła się stąd, że Hiszpania, jako kraj neutralny podczas I wojny światowej, nie cenzurował informacji o szalejącej chorobie i systematycznie je publikował. Tak więc świat o „hiszpance” dowiedział się z Hiszpanii. Liczbę zmarłych na grypę szacuje się na ponad 20 mln – więcej niż liczba poległych podczas tej wojny.

    Gdyby nie grypa, pewnie inaczej potoczyłyby się wówczas losy armii niemieckiej, która przerzuciła swe siły na front zachodni. Armia niemiecka zgromadzona w tym miejscu była, jak na tamte czasy, ogromna: milion świetnie wyszkolonych żołnierzy, 3000 armat, 37 dywizji piechoty, dodatkowe 30 w odwodzie. Takich sił nie miała ani Francja, ani Wielka Brytania. Pierwsze cztery miesiące to było pasmo sukcesów, Niemcy podeszli pod Paryż. I nagle pojawiła się grypa, która rozprzestrzeniała się w takim tempie, że pod koniec lipca armia niemiecka się załamała.

    „Hiszpanką” zaraziło się ponad 20 proc. mieszkańców Ziemi, spośród których ok. 3 proc. zmarło. I to nie tych w podeszłym wieku, lecz młodych, w sile wieku, przedtem całkiem zdrowych.  Liczbę ofiar „hiszpanki” ocenia się na ok. 20 mln, ale biorąc pod uwagę, że w wielu krajach – afrykańskich, azjatyckich – nie sporządzano żadnych statystyk, ta liczba może być nawet od dwóch do trzech razy wyższa. Przy takiej zachorowalności i takiej śmiertelności, w sytuacji, kiedy „hiszpanka” uśmiercała ludzi w wieku produkcyjnym, załamanie gospodarcze we wszystkich regionach, w których szalała, musiało nastąpić…

    Fragment książki Bożeny Stasiak „Pandemia. Dzieje zarazy”. E-book ukazał się nakładem Wydawnictwa Harde.

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3D

    Najnowsze artykuły

    Dziewiąta symfonia Krzysztofa Pendereckiego

    „Mieszkać mogę wszędzie. Żyć – tylko w Lusławicach. Postanowiłem zawrzeć z naturą pakt szczęśliwości” – tak powtarzał Krzysztof Penderecki. Do wizyty w...

    Hiperbaria – kiedy tkanki i narządy wołają o tlen

    W wielu schorzeniach dochodzi do takiego uszkodzenia tkanek i narządów, że aby się zregenerować, wymagają one zwiększonej ilości tlenu. Jedną z metod...

    Prof. Janusz Skalski: Sukcesy i wyzwania dla polskiej kardiochirurgii

    Brakuje kardiochirurgów, którzy chcą się specjalizować w tym zawodzie, bo jest źle płatny. Większość ośrodków kardiochirurgii w Polsce, a zwłaszcza dziecięcej, nie...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D