Więcej

    Dr Aleksander Kania: Pacjenci z chorobami układu oddechowego w szpitalu jednoimiennym wymagali różnych terapii

    Pamiętam pacjentów, którzy, wydawałoby się, mają niewielkie szanse na wyzdrowienie, a oni wychodzili od nas na własnych nogach i po 2-3 miesiącach pojawiali się na kontroli w całkiem dobrym stanie. I odwrotnie, niektórzy trafiają do nas  w niezłym stanie, a uszkodzenie płuc postępuje, mimo intensywnej terapii. Wybór metody terapii zależy od stanu chorego, od tego, jak wyglądają jego płuca, cały układ oddechowy, układ krążenia. – mówi dr n. med. Aleksander Kania, pulmonolog z Kliniki Pulmonologii i Alergologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

    Od 15 września Szpital Uniwersytecki, który z początkiem pandemii w całości został przekształcony w szpital jednoimienny, już, podobnie jak wiele innych szpitali jednoimiennych, nim nie jest. Teraz to szpital wielospecjalistyczny, do którego również będą trafiali chorzy na COVID-19. Czego się możecie spodziewać?

    Mam wrażenie, że wpadliśmy z deszczu pod rynnę. Mamy objąć opieką specjalistyczną pacjentów aż z trzech województw – małopolskiego, świętokrzyskiego, podkarpackiego. Dziś pracujemy na granicy wydolności. Obawiam się, że w związku z rosnącą liczbą zakażeń może być jeszcze gorzej. A trzeba wziąć pod uwagę, że personel też może się zakazić i liczba osób pracujących będzie jeszcze mniejsza.

    Chorzy z COVID-19, którzy trafiali do szpitali jednoimiennych, wymagali bardzo specjalistycznej opieki, ale nie od razu respiratora?

    Takim pacjentom możemy zaproponować wiele pomostowych rozwiązań. Tych najprostszych, np. tlenoterapii biernej, która też może być stosowana w wielu wariantach – w formie maski czy tzw. wąsów tlenowych, po bardziej złożone. Wybór metody zależy oczywiście od stanu chorego, od tego, jak wyglądają jego płuca, cały układ oddechowy, układ krążenia.

    U pacjentów z niewydolnością oddychania często stosuje się metodę tzw. wysokoprzepływowej tlenoterapii donosowej – High-Flow Nasal Oxygen Therapy. Donosowa Terapia Wysokoprzepływowa (Nasal High Flow, NHF) jest uznawana przez Światową Organizację Zdrowia WHO jako terapia stosowana w leczeniu pacjentów z niewydolnością oddechowa wywołaną przez COVID-19. Celem tej terapii jest zmniejszenie ilości intubacji, reintubacji, a także skrócenie czasu pobytu pacjenta na Oddziale Intensywnej Terapii. Jest ona bardzo dobrze tolerowana przez pacjentów, a także prosta w użytkowaniu przez personel medyczny. Posiada szereg korzyści fizjologicznych i klinicznych, potwierdzonych dużą i wciąż rosnącą ilością badań klinicznych i publikacji.

    Krajowe Instytuty Zdrowia (NIH) oraz kampania „Przetrwać Sepsę” (Surviving Sepsis Campaign, SSC) zalecają stosowanie NHF w leczeniu hipoksemii związanej z COVID-19.

    I jeszcze jedno – urządzenie do terapii wysokim przepływem donosowym ma optymalne parametry, umożliwiające optymalne nawilżenie oraz prowadzenie terapii w dowolnym miejscu.

    A inne metody?

    W określonych sytuacjach stosujemy także CPAP – Continuous Positive Airway Pressure, czyli wspomaganie oddychania aparaturą, która doprowadza powietrze, pod stałym dodatnim ciśnieniem, bezpośrednio do dróg oddechowych. Aparat mocuje się na nos, nos i usta bądź na całą twarz pacjenta.

    Zresztą nowoczesna medycyna w naszym szpitalu to nie tylko sposoby dla tych, którzy jeszcze nie wymagają respiratora. Koledzy z Oddziału Intensywnej Terapii posługują się także metodami stosowanymi wówczas, kiedy respirator już nie wystarcza.

    W  przypadku  niektórych z tych chorych rozważa się metodę ECMO – Extracorporeal Membrane Oxygenation, czyli pozaustrojowe  utlenowanie krwi. Ta metoda jest nazywana sztucznym płucem. Stosuje się ją w przypadkach skrajnej niewydolności oddechowej, niepoddającej się leczeniu innymi metodami, a także w kardiochirurgii, do wspomagania krążenia.

    To jedna z tzw. metod pomostowych.

    Tak, daje czas, by płuca zaczęły funkcjonować albo czas do momentu przeszczepienia. Istotnie, stanowi więc pewnego rodzaju pomost do transplantacji.

    I tak to właśnie wyglądało w przypadku 45-letniego mężczyzny, u którego zdiagnozowano zakażenie SARS-CoV-2 i któremu, po wcześniejszych niepowodzeniach leczenia, przeszczepiono płuca.

    Dokładnie. Ten mężczyzna był pierwszym polskim pacjentem, a ósmym na świecie przypadkiem przeszczepienia płuc po powikłaniach COVID-19. Jednocześnie był to prawdopodobnie pierwszy przypadek pacjenta, u którego wcześniej zastosowano metodę ECMO.

    Kiedy chory trafił do szpitala w Tychach, już w momencie diagnozy miał uszkodzone ok. 50 proc. tkanki w płucach. Mimo intensywnego leczenia przeciwwirusowego i osoczem ozdrowieńców, mimo wspomagania oddechu respiratorem, jego stan się pogarszał. Błyskawicznie rozwinęło się ciężkie obustronne zapalenie płuc, uszkodzenie miąższu płucnego postępowało. Wówczas trafił na nasz Oddział Intensywnej Terapii, gdzie koledzy zastosowali ECMO. Organizm mężczyzny co prawda sobie z koronawirusem poradził, ale doszło do nieodwracalnych zmian w płucach. Uratować mogło go tylko przeszczepienie płuc. I uratowało.

    Ostatnio pojawiły się informacje, że nawet ci, którzy przeszli bezobjawowo zakażenie koronawirusem, mogą mieć uszkodzone płuca. Zaś ci, u których od razu na początku wystąpią objawy ze strony układu oddechowego, już zawsze będą mieli problem z płucami. To prawda?

    Mimo że z pandemią żyjemy już tyle miesięcy, wciąż dowiadujemy się czegoś nowego. Ze swojej praktyki mogę powiedzieć, że bardzo różnie to wygląda. Pamiętam pacjentów, którzy, wydawałoby się, mają niewielkie szanse na wyzdrowienie, a oni wychodzili od nas na własnych nogach i po 2-3 miesiącach pojawiali się na kontroli w całkiem dobrym stanie. I odwrotnie, niektórzy trafiają do nas w niezłym stanie, a uszkodzenie płuc postępuje, mimo intensywnej terapii.

    Pracując w szpitalu jednoimiennym, miał Pan do czynienia z różnymi, często bardzo poważnymi, przypadkami. Jak te pierwsze doświadczenia mają się do tego, co obserwuje Pan na oddziale dzisiaj?

    Na początku bałem się. Kiedy po raz pierwszy miałem nałożyć na siebie kombinezon i zastosować te wszystkie środki ostrożności, nie spałem do rana. Bałem się o siebie, o rodzinę. Dziś pewien lęk nadal pozostał, ale już wiem, że zachowując odpowiednie procedury, można pozostać bezpiecznym. Tej choroby nie można lekceważyć, ale trzeba wiedzieć, jak żyć z zagrożeniem, które ze sobą niesie.

    Podobno miał Pan pacjentkę, której organizm szczęśliwie poradził sobie z koronawirusem, a ona twierdziła potem, że go nie miała.

    Tak było. Pacjentka mówiła, że jej problemy z płucami to nie koronawirus, ale jakaś zwykła infekcja i że ona w żadnego koronawirusa nie wierzy. Cóż, my możemy tylko czuć satysfakcję, że kolejnego pacjenta udało się uratować.

    Rozmawiała Bożena Stasiak

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3Dspot_img
    blank

    Najnowsze artykuły

    Dr hab. n. med. Małgorzata Figurska: Program lekowy DME to przełom w opiece nad pacjentem z cukrzycą

    Program lekowy DME daje możliwość nie tylko wyboru leku na jego poszczególnych etapach, ale nie ogranicza leczenia w czasie oraz częstotliwości dawkowania. To lekarz...

    Dr hab. n. med. Anna Matysik-Woźniak, prof. UML: Wcześniej rozpoznać chorobę

    Wczesne wykrycie retinopatii cukrzycowej ma ogrom­ne znaczenie, bo podjęte w porę leczenie w ponad 90 proc. może zapobiec ciężkim uszkodzeniom w narządzie wzroku. Dzięki...

    Prof. dr hab. n. med. Edward Wylęgała: Przeszczepienie czyli… transplantacja wzroku

    Przeszczepy warstwowe to naturalny, innowacyjny kierunek rozwoju transplantologii. Dają lepsze wyni­ki anatomiczne oraz czynnościowe. Mimo że wykonujemy w Polsce 1300 przeszczepów rogówki rocznie, to...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D