Przeczytaj teraz Zaprenumeruj bezpłatnie
Paweł Kruś

Mistrz, Boże Narodzenie i kwiaty, czyli o niezwykłej rozmowie

Doskonale wiedział, kto dzwoni. Odłożył pióro i odwrócił kartkę, kładąc ją na pokaźny stos w lewym rogu biurka. Zamknął wieczne pióro, przykręcił knot lampy i podniósł słuchawkę.

– Dobry wieczór, Bułhakow – udało się powiedzieć normalnie.

– Dzwonię, tak po przyjacielsku, wiecie jak cenię waszą twórczość.

– To zaszczyt…

– Nie przerywajcie. Rozmawiałem, dobrze wiecie z kim, i tak po przyjacielsku radzę, spalcie ten rękopis. Radzę od serca, wiecie, jak was cenię.

– To tylko historia o diable.

– Wiszniewski mówił, że o Bogu. Szarlataneria, zabobon. Spalcie, wszystko zostanie po staremu. Nie szkoda wam teatru? Tyle waszego życia?

– To niedokończone, początek.

– Radziłem, po przyjacielsku. Wypadałoby spotkać się kiedyś i porozmawiać.

– Tak, Józefie Wissarionowiczu, bardzo bym chciał porozmawiać z wami.

Nie odłożył słuchawki, chciał słyszeć skrzypnięcie stalówki i stuk odkładanej suszki albo uderzenie stempla. Ale nie usłyszał niczego, jakby chwilę wahania. Trzask widełek. Koniec połączenia. Znaczy: nie podjął decyzji.

– To był dziwny rok – pomyślał. – Jak wtedy, kiedy na Patriarszych Prudach w Moskwie, pojawili się dwaj dziwni obywatele.

Podszedł do okna i popatrzył na trotuar. Ci sami dwaj, co w obiad, marzli w bramie po drugiej stronie ulicy. – Posłać by tego Kanta na jakieś trzy lata na Sołowki.

– A gdyby zacząć inaczej – pomyślał. – Od koszmarnego tłumu w Betlejem, podczas spisu ludności i tej brzemiennej dziewczynki, ze starszym mężem nie-mężem. I od tych trzech królów, co im gwiazda pokazała drogę… Dlaczego tak cicho na ulicy?

Skoro, chce się spotkać, zostanie, póki co, jak jest: – „W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika, energicznym krokiem zdradzającym kawalerzystę, bardzo wcześnie rano, dnia czternastego wiosennego miesiąca nisan, pod krytą kolumnadą między dwoma skrzydłami pałacu Heroda Wielkiego wszedł prokurator Judei Poncjusz Piłat.”

Odetchnął głęboko grudniowym, mroźnym powietrzem. Pomogło, minął strach. Zamknął okno, wrócił do biurka i napisał na czystej kartce: – Czy podobają się pani moje kwiaty?

Podkreślił to zdanie i dopisał: – Dokończyć po Świętach Nowego Roku.

22.12.2019

Podobne wiadomości

Nie ma możliwości dodania komentarza