Partner
Partner
Więcej
    Partner
    Partner

    Rak jelita grubego w Europie stał się chorobą przewlekłą, w Polsce wciąż jest śmiertelna

    Rozmowa z prof. dr. hab. med. Markiem Wojtukiewiczem, kierownikiem Kliniki Onkologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

    Panie Profesorze, prognozy dla Polski są przerażające: każdego dnia w naszym kraju 33 osoby umierają z powodu raka jelita grubego! O ile jeszcze nie tak dawno, bo w 2014 r., notowaliśmy ok. 17 tys. nowych zachorowań, to już dwa lata temu było ich ok. 19 tys., a w 2030 może ich być ponad 27 tys.! Polska należy do krajów o najwyższej w Europie liczbie zachorowań. To drugi co do częstości zachorowań i śmiertelności nowotwór złośliwy, i to dotyczy obu płci. Jakie są przyczyny tej dramatycznej statystyki?

    Nasze społeczeństwo staje się coraz starsze, a większość nowotworów, w tym i rak jelita grubego, pojawia się u osób po 50. roku życia. W przypadku raka jelita szczyt zapadalności przypada po 60. roku życia, a dokładniej na 75. r.ż. Do tego dochodzi styl życia, jaki prowadzimy – niska aktywność fizyczna, otyłość, palenie tytoniu, częste spożywanie wysoko przetworzonego czerwonego mięsa, alkoholu, stany zapalne jelit. Czynniki genetyczne też mają pewne znaczenie, jakkolwiek dla tego nowotworu nie są decydujące i odpowiadają za ok.
    15-30 proc. przypadków.

    Powtarzał Pan niejednokrotnie, że rak jelita grubego to idealny cel dla badań profilaktycznych, a kolonoskopia jest najlepszym, wiarygodnym narzędziem, pozwalającym jednocześnie i na diagnozę, i od razu na interwencję chirurgiczną, gdyby zaistniała taka konieczność. Tymczasem u ok. 30 proc. chorych wykrywa się raka, kiedy już wystąpiły odległe przerzuty. A skoro ten rak rozwija się długo, bo 7-12 lat, skoro mamy tak wspaniałe narzędzie jak kolonoskopia, to dlaczego tak późno jest wykrywany?

    Do tego pytania można jeszcze dodać: I skoro mamy naprawdę doskonały program badań przesiewowych i bardzo dobre kampanie społeczne. Ano właśnie. Późna zgłaszalność chorych to problem nie tylko tego nowotworu. Mimo wspomnianych kampanii edukacyjnych, wciąż boimy się kolonoskopii. Ból kojarzony z nią jest jednak demonizowany. A jeśli ktoś bardzo się boi i ma bardzo niski próg bólu, może wykonać to badanie w znieczuleniu.

    Podstawą leczenia raka jelita grubego jest chirurgia, połączona z farmakologią. Jednak w przypadku chorych z przerzutami stosowane jest leczenie systemowe. Z tym leczeniem nie wyglądamy dobrze na tle Europy. I nie mam tu na myśli jedynie braku dostępu do nowoczesnych terapii, ale brak koordynacji procesu diagnostycznego i terapeutycznego…

    Jeśli chodzi o dostęp do nowoczesnych terapii, to istotnie do niedawna mieliśmy bardzo ograniczone możliwości. W zeszłym roku sytuacja znacznie się poprawiła. Od lipca ubiegłego roku chorzy leczeni w I linii mogą korzystać z terapii cetuksymabem, który przedtem był dostępny dopiero w III linii. Do I linii terapii wszedł także bewacyzumab. Z kolei od stycznia tego roku do I linii wszedł panitumumab, dostępny dotychczas w III linii. W II linii leczenia dostępny jest też aflibercept.

    To jeszcze nie jest sytuacja idealna, daleko nam do schematów dostępnych w krajach zachodnich, ba, nawet w takich, które mają podobny do naszego PKB, ale w każdym razie sporo się zmieniło na lepsze.

    Można więc powiedzieć, że o ile w I i II linii leczenia widać poprawę, to w kolejnych liniach niestety nic dobrego się nie dzieje. U nas, bo w innych krajach te możliwości są dużo, dużo większe i wachlarz terapeutyczny wciąż się poszerza.

    W Polsce preparatami antyEGFR, jak wspomniane już cetuksymab i panitumumab, które teraz są dostępne także w I linii terapii, zaczęto leczyć chorych właśnie w III linii. Dostępność ich w I linii jest dla pacjentów o wiele lepszym rozwiązaniem, bo znacznie wydłuża czas całkowitego przeżycia chorych i czas przeżycia bez progresji choroby.

    To jednak chyba nie rozwiązuje braku dostępności w III i IV linii. Bo jeśli w I linii zostanie wykorzystany lek stosowany wcześniej w III, to co pozostanie pacjentowi? Powrót do terapii, na które już nie będzie reagował? Jaki będzie tego skutek, nietrudno sobie wyobrazić…

    Tak, u nas to poważny problem. Lekiem wykazującym skuteczność w kolejnych liniach jest triflurydyna/tipiracyl. Jest on już refundowany w większości krajów Unii, m.in. również w Słowacji, Słowenii i na Węgrzech. To lek szczególny, o nowym mechanizmie działania, wbudowujący się do DNA komórek nowotworowych, hamujący ich proliferację i w efekcie spowalniający progresję choroby. Chorym, którzy już przeszli leczenie wszystkimi dostępnymi lekami, ten preparat wydłużył przeżycie średnio o dwa miesiące. A niektórym nawet o ponad 12 miesięcy. Ok. 30 proc. chorych leczonych tym lekiem żyje jeszcze średnio ponad rok. I co istotne, ten dodatkowy czas przeżycia jest czasem bez znaczącego pogarszania się stanu ogólnego pacjentów, praktycznie bez istotnych objawów ubocznych. Chorzy poddawani terapii tym preparatem mogą normalnie funkcjonować w rodzinie i w społeczeństwie, mogą pracować zawodowo. Triflurydyna/tipiracyl charakteryzuje się bowiem bardzo dobrym profilem działań niepożądanych.

    Chociaż ten lek nie jest u nas refundowany, kilkudziesięciu chorych, z różnych ośrodków onkologicznych z Polski, dzięki rozszerzonemu programowi lekowemu, mogło być nim leczonych. W Pana ośrodku również?

    Mieliśmy tylko dziewięciu chorych poddanych takiej terapii. Wielu innych czekało na triflurydynę/tipiracyl, bo szybko rozniosła się wieść, że lek jest skuteczny. Podobnie było w innych ośrodkach. Niestety nie mogliśmy zapewnić leczenia tym preparatem wszystkim oczekującym tego chorym. Należy mieć nadzieję, że organy decydujące o refundacji – AOTMiT, Ministerstwo Zdrowia i NFZ dostrzegą, jak bardzo jest przydatny. Szczególnie że byłby on przeznaczony dla grupy ok. 1,4-1,5 tys. chorych w ciągu roku.

    O raku jelita grubego mówi się, że to jedna z chorób dobrobytu. Czyli, zmieniając styl życia, moglibyśmy uniknąć zachorowania. Ale chyba niekoniecznie. Jedna z chorych, młoda kobieta, prowadziła zdrowy styl życia, a jednak zachorowała, na dodatek chorobę zdiagnozowano u niej, kiedy już była bardzo zaawansowana.

    Jak już mówiłem, raki jelita grubego uwarunkowane genetycznie też się zdarzają. Ale w zdecydowanej większości przypadków za rozwój tego nowotworu odpowiedzialne są modyfikowalne czynniki ryzyka – epidemiologiczne, dietetyczne, jelitowe. Dlatego profilaktyka ma tak duże znaczenie.

    Rozmawiała Bożena Stasiak

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3Dspot_img

    Najnowsze artykuły

    Prof. Wierzba, dyrektor szpitala MSWiA: To nie miał być i nie będzie szpital dla VIP-ow

    To nigdy nie będzie szpital dla VIP-ów, przekształcenie CSK MSWiA w Państwowy Instytut Medyczny to szansa dla pacjentów i personelu.

    Gdy rock sięga granic muzyki, a onkologia granic medycyny, czyli XVI konferencja Polskiej Grupy Raka Płuca

    To największa naukowa konferencja onkologiczna w Polsce: onkolodzy kliniczni, pulmonolodzy, patomorfolodzy, radioterapeuci, diagności molekularni i laboratoryjni, radiolodzy podczas XVI Konferencji Polskiej Grupy Raka Płuca...

    XII Kongres Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego: zaproszenie do udziału

    Polskie Towarzystwo Lipidologiczne zaprasza do udziału wtegorocznej, XII edycji Kongresu PTL, który odbędzie się w formie hybrydowej. Kongres to dziesiątki merytorycznych wykładów, panele dyskusyjne,...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D