Więcej

    Prof. Jerzy Konstantynowicz: Sztuka w parze z medycyną

    Na co dzień leczą ludzi, niejednokrotnie ratując im życie, wykładają na uczelni, prowadzą działalność naukową. A w wolnych (jakże nielicznych) chwilach oddają się swoim pasjom. Dla wielu, jak dla PROF. JERZEGO KONSTANTYNOWICZA, kierownika Kliniki Pediatrii, Reumatologii, Immunologii i Chorób Metabolicznych Kości Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, jest to sztuka – malarstwo, rysunek, grafika. Profesor był jednym z inicjatorów wystawy zorganizowanej dla upamiętnienia 100-lecia samorządu lekarskiego w Polsce oraz wydania z tej okazji albumu. Patronem wydarzenia była Okręgowa Izba Lekarska w Białymstoku. Swoje prace zaprezentowali malujący lekarze z całego Podlasia.

    Panie Profesorze, choć jest to twórczość amatorska, muszę przyznać, że sprawia wrażenie ogromnego profesjonalizmu. Te obrazy, rysunki, grafika są przepiękne. Widać, że wśród lekarzy mamy wspaniałych twórców. A skąd w ogóle pomysł na taką wystawę i taki album?

    Chcieliśmy, a mówię o grupie kolegów zaangażowanych w ten projekt, uczcić jubileusz 100-lecia izb lekarskich, ale w jakiś nietypowy sposób. I udało nam się doprowadzić do rzeczy szczególnej, łączącej sztukę z medycyną. Pomysłodawcą przedsięwzięcia był właściwie dr Paweł Pecuszok (geriatra; pseud. Tobiasz Kenio), który tę ideę wymyślił i konsekwentnie wcielił w życie. Lekarze po godzinach czynią naprawdę wiele interesujących rzeczy, oczywiście nie wszyscy uprawiają sztukę, ale wielu ma pasję artystyczną. I tak oto dotarliśmy do twórców, wybraliśmy ich prace i stworzyliśmy niebanalną kolekcję. Są tu dzieła różnorodne, wykonane różnymi technikami. Dzieła piękne i intrygujące. Ich autorzy potrafią zadziwić nieoczywistym postrzeganiem świata, igraniem z fakturą, kolorem czy abstrakcyjnym spojrzeniem na rzeczywistość. To hobbyści, pasjonaci, ale w istocie pewne ich prace można by nawet przypisać uznanym profesjonalistom.

    Jednak niektórzy, a również i Pan, już przedstawiali swoje prace na różnych wystawach. Pana prace były prezentowane nawet za granicą, jak chociażby na wystawie w Les Souffleurs w Paryżu. Co tylko dowodzi, że lekarze wcale nie są takimi amatorami…

    Chociaż tworzymy po godzinach, absolutnie amatorsko, to bywa miło, gdy ktoś dostrzeże coś interesującego w naszych pracach i pojawią się one gdzieś szerzej, na wystawach lub aukcjach sztuki. Ale przede wszystkim jesteśmy lekarzami, malarstwo to dla nas hobby i swoiste uzależnienie, od którego czasami trudno się uwolnić.

    Od lewej: Tobiasz Kenio: Poczekalnia, 2020, akryl, płótno;
    Polski cukier wyłącznie do dekoracji, 2021, akryl, płótno. Obraz wylicytowany na aukcji w ramach Fundacji Najsłodsi Michała Figurskiego

    Jak lekarze znajdują czas na swoje hobby, które przecież tego czasu potrzebuje, chociażby dla przygotowania warsztatu pracy? Jak Pan ten czas znajduje?

    Ja robię to głównie po nocach, inni pewnie też. Dlatego organizacja doby i znalezienie wolnego czasu na twórczość stanowią wyzwanie, przy wielu obowiązkach zawodowych i akademickich. A z tym rozstawianiem sztalug to nie do końca tak wygląda. Zwykle zaczyna się od pomysłu albo spontanicznego motywu, potem robię szkic i decyduję, czy będzie to obraz wykonany akrylem, czy rysunek, niespodziewanie nawet dla siebie ustalam, jaką zastosuję technikę i wybiorę tematykę – dużo tu intuicji, dowolności i swobody oraz… sporo niedokończonych dzieł.

    W Pana pracach dużo jest fantazji, surrealizmu. Jak zdefiniowałby Pan swoją twórczość?

    Mam dystans i staram się unikać definicji, bo one ograniczają. Niech robią to już inni. Na pewno pozwalam się ponosić fantazji, w moich pracach jest sporo przewrotności, ironii i autoironii.

    Podobno rysował Pan już w dzieciństwie?

    Faktycznie, lubiłem to robić od zawsze. W moich zeszytach szkolnych i ze studiów jest pełno rozmaitych rysunków, szkiców, satyry… nie tylko na marginesach. Ale o tym, że będę to robił w dorosłym życiu, na pewno wówczas nie myślałem. Był zresztą taki okres, kiedy trochę rysowałem i malowałem zarobkowo. To był czas mojego dwuletniego stypendium naukowego w Melbourne w Australii, gdzie w ten sposób sobie dorabiałem.

    Od lewej: Jerzy Konstantynowicz: Laptop, 2021, akryl, płótno;
    Pocieszam, 2021, akryl, płótno;
    Czterej księża oglądają Turniej Czterech Skoczni, 2021, akryl, płótno.

    Wróćmy do albumu. Podobno było kilka propozycji tytułu, m.in. „Symptomy sztuki” czy „Obraz kliniczny”. To świetne tytuły i szkoda, że nie przeszły.

    To fakt, że tytuł wydania pozostał bardzo formalny i grzeczny, ale najważniejsze, że wystawa w białostockiej galerii Marchand cieszyła się ogromnym powodzeniem, zaś album reprezentuje przyzwoity poziom, znajduje zaskakujące uznanie i stanowi świetne materialne świadectwo twórczości malarskiej lekarzy.

    Rozmawiała: Bożena Stasiak

    Więcej od autora

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3Dspot_img

    Najnowsze artykuły

    Pierwsze Muzyczne Spotkania Mistrzów Medycyny: Uzyskaliśmy 6 600 zł na stypendia dla młodych naukowców!

    Podczas koncertu Muzyczne Spotkania Mistrzów Medycyny miała miejsce niezwykła aukcja na rzecz II stypendium naukowego Nagrody Zaufania Złoty OTIS. Gości oczarowały pięknie arie w...

    Szkoła, gmina, system – partnerstwo przeciw epidemii otyłości i cukrzycy

    Podczas konferencji prasowej, która odbyła się 22 czerwca br., zaprezentowany został raport Cities Changing Diabetes (CCD). To tzw. raport otwarcia programu w Polsce. Szkoła,...

    Koniec roku szkolnego. Zbadaj wzrok dziecka

    Końcówka czerwca to dla dzieci koniec roku szkolnego i długo wyczekiwany początek wakacji. Zanim jednak na dobre rozpoczniemy błogie lenistwo, warto sprawdzić kondycję wzroku...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D