Partner
Partner
Więcej
    Partner
    Partner

    Okulista, który mógł zostać rosyjskim premierem – prof. Jerzy Szaflik wspomina prof. Światosława Fiodorowa.

    Opracował nową technikę leczenia jaskry, rozwinął sposób leczenia krótkowzroczności, stworzył słynne soczewki Sputnik 1 i Sputnik 2. W jego klinice w Moskwie operowano metodą „karuzeli” nawet 1200 pacjentów dziennie. Był pomysłodawcą statku-kliniki okulistycznej, który pływał po Oceanie Indyjskim. Mógł zostać premierem Rosji. Prof. Światosława Fiodorowa, którego życie może być scenariuszem filmu, wspomina prof. Jerzy Szaflik, który spośród polskich okulistów poznał go najlepiej.

    Fiodorow był w ¼ krwi Polakiem, jego matka mówiła trochę po polsku. Kontakty między Instytutem Fiodorowa w Moskwie a Kliniką Okulistyki w Katowicach, w której pracowałem, zostały zawiązane za pośrednictwem polskiego i radzieckiego ministerstwa zdrowia. Było to możliwe tylko dlatego, że kierownikiem Kliniki w Katowicach była prof. Ariadna Gierek-Łapińska, synowa pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka.

    Fiodorow przyjeżdżał do nas wielokrotnie: operował, uczył swoich technik operacyjnych, my również jeździliśmy do jego Instytutu. Za którymś razem, gdy przyjechał, poprosił, żebyśmy pojechali z nim do Miechowa. Po trzecim rozbiorze Polski w tych okolicach przebiegała granica pomiędzy zaborami austriackim i rosyjskim. Jego dziadek tam celnikiem i tam poznał swoją przyszłą żonę, Polkę. Ożenił się z nią, a potem pojechali w głąb Rosji. Szukaliśmy wpisów w księgach parafialnych, jednak dokumentów nie znaleźliśmy. Dopiero potem zorientowałem się, że ślub przecież musiał odbyć się w cerkwi, a cerkwi i dokumentów już teraz nie ma…

    Katastrofa samolotu

    Ojciec ŚwiatosławaFiodorowa był generałem Armii Czerwonej. W 1938 roku, w ramach stalinowskich czystek, postawiono mu zarzut, że jest polskim szpiegiem. Jego teściowa była Polką. Dostał wyrok śmierci, zamieniony potem na pobyt w łagrze. Był tam 17 lat: do 1955 roku. Dopiero po śmierci Stalina wypuszczono go schorowanego z łagru, a później rehabilitowano. Niedługo potem zmarł. W gabinecie Fiodorowa w Instytucie wisiał duży portret ojca w mundurze generała.

    Gdy ojciec był w łagrze, Fiodorow mieszkał z matką na Ukrainie. Marzył o byciu pilotem. Uczył się w wojskowej szkole pilotażu, uległ jednak wypadkowi, w którym stracił stopę. Musiał nosić protezę, co wykluczyło jego karierę w lotnictwie. Wtedy zdecydował się na studia medyczne, po których początkowo pracował jako lekarz w kołchozie, zaczął również robić specjalizację z okulistyki. Został Ordynatorem Okulistyki w miejscowym szpitalu. Kiedy przeczytał, że w Anglii po zabiegach zaćmy Harold Ridley wszczepia do oczu sztuczne soczewki wytoczone z PMMA  (zauważył, że u pilotów, którzy brali udział w bitwie o Anglię, odpryski plastiku wbite w powłoki oka nie powodowały odczynów zapalnych), postanowił również takie soczewki wszczepiać. Pierwszą pacjentką Fiodorowa była młoda dziewczyna, która uległa wypadkowi. Przedstawił jej przypadek na spotkaniu okulistów. Nowe metody leczenia nie spodobały się „starej gwardii” – w efekcie wyrzucono go z pracy, gdyż uznano, że naraził dziewczynę na utratę wzroku.

    Pomógł mu reporter gazety „Komsomolska Prawda”: zrobił fotoreportaż, który pokazywał młodego lekarza, dążącego do zmian, w których przeszkadza mu jego otoczenie. Przez kilka miesięcy nic się nie działo, ale po pół roku Fiodorow dostał list z ministerstwa zdrowia: powołano go na ordynatora okulistyki kilka tysięcy kilometrów dalej – w Archangielsku. Pojechał tam i  z grupą młodych lekarzy udoskonalał swoje soczewki. Po dwóch latach znów przyjechał do niego fotoreporter z „Komsomolskiej Prawdy”, zrobił fotoreportaż o niebywałych sukcesach młodego okulisty. I znów pojawił się list z radzieckiego ministerstwa zdrowia: tym razem powołano go na szefa Kliniki Okulistyki w Instytucie Medycznym w Moskwie..

    Moskiewscy profesorowie okulistyki początkowo go ignorowali, jako nieznanego nikomu „lekarza z kołchozu”.A on chodził po urzędach, zabiegał o łóżka dla pacjentów, o wyposażenie laboratoriów, doskonalił sztuczne soczewki, które nazwał Sputnik 1 i Sputnik 2, wszczepiał je pacjentom. Zrobił doktorat, habilitację, zyskiwał coraz większą sławę. Zaczęli pojawiać się u niego prominentni działacze partyjni. Pojechał do Stanów i zrobił tam furorę: Amerykanie zaczęli kupować jego soczewki, oczywiście dołożyli swoją technikę i myśl medyczną, stopniowo je udoskonalając.

    Sam zabieg wymiany soczewki (krioekstrakcja) wykonywano wówczas metodą opracowaną przez Polaka, prof. Tadeusza Krwawicza: rozszerzano źrenicę, nacinano rogówkę, usuwano całą soczewkę. Fiodorow udoskonalił tę metodę, wkładając soczewkę Sputnik do wnętrza oka i mocując ją na tęczówce. Udoskonalił też metodę Satto (amerykański okulista japońskiego pochodzenia)korygowania krótkowzroczności, polegającą na nacinaniu  rogówki od środka, by ją spłaszczyć. Ta technologia powodowała cofanie się wady, jednak dawała  trwałe uszkodzenie rogówki i jej degenerację. Fiodorow nie nacinał od środka, tylko od zewnątrz, co było bezpieczniejsze i prostsze.

    Był jednym z pierwszych, który wraz z zespołem tworzył podstawy naukowe chirurgii refrakcyjnej.

    Karuzela Fiodorowa

    Fiodorow był genialnym organizatorem. Wprowadził bardzo specyficzną metodę operowania. W ciągu jednego dnia na kilkunastu salach operacyjnych wykonywano u niego nawet kilkaset zabiegów.

    W Instytucie Fiodorowa był najlepszy sprzęt, Fiodorow mógł go kupować na całym świecie. W niemieckiej fabryce, która wykonywała mikroskopy, zamówił taśmę produkcyjną na 12 stanowisk. Całość była ustawiona w kształcie koła.Pacjenci kładli się na ruchomych łóżkach, głową na zewnątrz. Wokół umieszczonych było 12 stanowisk operacyjnych, przy każdym siedział chirurg okulista,  każdy wykonywał tylko jedną czynność w trakcie operacji, a pacjent był przesuwany „na kole” od chirurga do chirurga. Schodził zoperowany po kilkunastu minutach, ana taśmę kładziono kolejnych pacjentów. To była słynna „taśma” czy też „karuzela” Fiodorowa. Wykonywano w ten sposób zabiegi refrakcyjne i przeciwjaskrowe.

    Fiodorow zyskał sławę nie tylko w Związku Radzieckim, ale też na całym świecie. W republikach Związku Radzieckiego zaczęły powstawać kliniki okulistyczne pod jego nadzorem (słynne filiały);  jest ich kilkanaście. Stał się bardzo bogatym człowiekiem. Kliniki powstawały też w innych krajach. Rosjanie wyprodukowali też statek, w którym znajdowały się okulistyczne sale operacyjne. Można było w nich operować zaćmę, wady refrakcji. Statek pływał wzdłuż brzegów Azji i Afryki, cumował na wodach międzynarodowych, dowożono do niego pacjentów.

    „Mnie do szpitala KC nie zawiozą”

    Fiodorow przyjeżdżał do Polski wraz z asystentami, ja organizowałem ich pobyt. Rano przyjeżdżałem po niego do hotelu, cały dzień operowaliśmy, potem jedliśmy obiad i jechaliśmy do mnie do domu. Mieszkaliśmy wtedy z żoną w bloku w Katowicach, mieliśmy trzy pokoje, małe dziecko. Rozmawialiśmy, piliśmy kawę (Fiodorow był abstynentem), opowiadał o sobie. O godzinie 22 prosił o odwiezienie do hotelu.

    Ja też sześciokrotnie jeździłem do jego instytutu w Moskwie na trzytygodniowe wyjazdy szkoleniowe. Tam uczyłem się mikrochirurgii, której w polskiej okulistyce jeszcze nie uprawiano, ale dzięki współpracy udało się ją wprowadzić w katowickiej klinice w 1976 roku.

    W jego towarzystwie spędzałem ciekawe chwile. Dziś może lepiej się do tego nie przyznawać, ale… od czterech pokoleń jestem myśliwym. Gdy byłem  w Moskwie, Fiodorow trzy razy zapraszał mnie  na polowanie. Zapraszał też na weekend do swojej daczy pod Moskwą. Kiedykupił konie – jednego dla siebie, drugiego dla żony Iriny – zaproponował mi wspólną przejażdżkę. Ja jechałem na koniu Iriny. Początkowo jechaliśmy powoli, potem coraz szybciej, a moja wiara, że wrócę cało, była coraz mniejsza. W drodze opowiadał mi, jak to niedawno przyjechał do niego generał, który świetnie jeździł konno, ale koń Iriny potknął się, generał spadł, złamał kręgosłup i leży teraz w najlepszej klinice KC w Moskwie. Pomyślałem, że mnie do szpitala KC nie zawiozą…

    Udało nam się jednak szczęśliwie wrócić, a na kolejny weekend zaprosił mnie nad Morze Czarne. Nie miałem przepustki (wtedy była niezbędna, by wyjechać z Moskwy). Zupełnie tym się nie przejął, dał mi dokumenty na nazwisko swojego asystenta.

    Do Moskwy miałem jechać 13 grudnia 1981 roku. Miałem wyjechać dzień wcześniej, jednak przesunąłem wyjazd o jeden dzień. Dzięki temu stan wojenny nie zastał mnie w ZSRR.

    Polityka i tragedia w helikopterze

    Fiodorow był członkiem Komunistycznej Partii ZSRR, gdy jednak w ZSRR zmieniał się ustój, przedstawił tezę, że systemjednopartyjny jest zły i trzeba go zmienić. Zaangażował się w politykę. Jelcyn składał mu nawet propozycję objęcia funkcji premiera Rosji, nie zgodził się jednak. W latach 1995-1999 był deputowanym w rosyjskiej Dumie, został szefem małej partii. Startował też w wyborach na prezydenta. Oczywiście, nie wygrał, dostał 1,5 proc. głosów, jednak jak na Rosję to nie jest mało. Nie wiem, czy liczył na to, że wygra. Można go o to podejrzewać, bo wszystko mu się udawało.

    Zginął w wypadku. Miał własny helikopter, a lotnictwo zawsze było jego pasją. Leciał z jednej ze swoich klinik do Moskwy, helikopter spadł na przedmieściach miasta. Podejrzewano, że to on go pilotował. Zwłoki były w takim stanie, że nie można było ich rozpoznać. Fiodorowa rozpoznano po protezie.

    Okulistyka dużo mu zawdzięcza

    Światowa okulistyka wiele mu zawdzięcza. Wniósł wiele świeżych pomysłów i je rozwijał: udoskonalenie soczewek, skleroplastyka w jaskrze, chirurgia refrakcyjna. Polska okulistyka również zawdzięcza mu wiele – dzięki niemu oraz dzięki prof. Ariadnie Gierek-Łapińskiej- zaczęliśmy wykonywać zabiegi z mikrochirurgii oka dużo wcześniej niż w innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej.

    Był niebywale kreatywny. Nigdy nie brał pod uwagę, że coś może się nie udać, że czegoś nie da się zrobić. Swoim życiem pokazywał, że w różnych warunkach, różnych systemach, wszystko da się załatwić. Dzięki takim osobom jak on, jest możliwi postęp, także w medycynie.

    Oprac. Katarzyna Pinkosz

    Więcej od autora

    Katarzyna Pinkosz
    Katarzyna Pinkosz
    Dziennikarka medyczna, z-ca redaktora naczelnego Świat Lekarza, redaktor naczelna swiatlekarza.pl i redaktor prowadząca Świat Lekarza 3D, laureatka dziennikarskich nagród i wyróżnień, m.in. Kryształowe Pióro, Sukces Roku w Medycynie, Dziennikarz Medyczny Roku, Złoty Otis. Autorka książek, m.in. "Wybudzenia. Polskie historie", "O dwóch takich. Teraz Andy", "Zdrowe dziecko? Naturalnie!", współautorka książki "Pół wieku polskiej diabetologii. Rozmowy z Mistrzami", "Covidowe twarze szpiczaka", "Jak Motyl. Odczarować mity".

    Podobne artykuły

    ŚWIAT LEKARZA 3Dspot_img

    Najnowsze artykuły

    Konkurs na rzecz poprawy jakości zdrowia kobiet

    Do 15 grudnia można nadsyłać projekty, których celem jest poprawa zdrowia i jakości życia kobiet. Konkurs organizuje firma Gedeon Richter we współpracy z Instytutem...

    Prof. Wierzba, dyrektor szpitala MSWiA: To nie miał być i nie będzie szpital dla VIP-ow

    To nigdy nie będzie szpital dla VIP-ów, przekształcenie CSK MSWiA w Państwowy Instytut Medyczny to szansa dla pacjentów i personelu.

    Gdy rock sięga granic muzyki, a onkologia granic medycyny, czyli XVI konferencja Polskiej Grupy Raka Płuca

    To największa naukowa konferencja onkologiczna w Polsce: onkolodzy kliniczni, pulmonolodzy, patomorfolodzy, radioterapeuci, diagności molekularni i laboratoryjni, radiolodzy podczas XVI Konferencji Polskiej Grupy Raka Płuca...

    Chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata medycyny?

    Zaprenumeruj bezpłatnie ŚWIAT LEKARZA 3D